wtorek, 28 maja 2013

Mikrofalówka - demon w kuchni


Jest się czego bać?

Powiedzmy sobie otwarcie: życie to śmiertelna choroba, której finał w pewnym stopniu możemy odsunąć w czasie, a przynajmniej w to wierzyć unikając, w miarę możliwości, niekorzystnych (szkodliwych, trujących, zabójczych) czynników, o których działaniu wiemy i jesteśmy przekonani. Tylko czy jest to możliwe?? Ja osobiście w to wątpię, żyję tu i teraz, w takiej, a nie innej rzeczywistości mając nieco(?!) ograniczone możliwości wyboru. Zanieczyszczenie powietrza, wysoko przetworzona żywność pełna chemicznych konserwantów, promieniowania, skażenia, zażywanie kombinacji leków to pierwsze z brzegu czynniki szkodliwe dla życia i zdrowia. A każdy z Was z pewnością dorzuci coś jeszcze.
Do grona tychże negatywnych czynników wielu zalicza korzystanie z kuchenki mikrofalowej. Zagorzałych przeciwników tych urządzeń uprasza się o natychmiastowe pozbycie się telefonów komórkowych (wykorzystują promieniowanie elektromagnetyczne w zakresie fal mikrofalowych!), suszarek do włosów, telewizorów, komputerów, a najlepiej wszelkiej elektroniki oraz pożegnanie się z używkami, gdyż wszystko to (i jeszcze duuużo więcej) jest bardzo niezdrowe. Ponadto doradzam ewakuację na koniec świata (gdzież on?), by zminimalizować wpływ promieniowań stacji bazowych telefonii komórkowej i móc oddychać powietrzem wolnym od wszelkich zanieczyszczeń oraz spożywać płody ziemi nie tknięte chemią. Oczywiście, ewakuacja powinna odbyć się z poszanowaniem ekologii - najlepiej na piechotę (ewentualnie zaprzęgiem), no bo wiadomo: samochód emituje szkodliwe spaliny, a przecież nie chcemy nikomu, a zwłaszcza sobie zaszkodzić, prawda?
Co to, to nie? Ano właśnie! Zatem sami godzicie się na kompromis, tak jak i ja! Prawda jest taka, że gdzie się człowiek nie obróci, to coś go podtruwa, nie mówiąc o tym, że człek, tak sam z siebie, lubi igrać z przysłowiowym ogniem (wie, że czegoś nie powinien robić, ale lubi, więc zawsze znajdzie jakieś wytłumaczenie).

Dawno dawno temu, ludzie polowali na mamuty i wcinali mięcho, dzięki czemu m.in. zaczęli sprawniej kombinować, a ich czaszki zaczął rozpychać coraz większy mózg (to taka mała kontra dla głosicieli poglądu, że istota ludzka nie jest przystosowana do gryzienia i przyswajania mięsa. To prawdopodobne, że dzięki swoim praprzodkom, dziś mogą wymyślać tyle różnych rzeczy i głosić mnóstwo poglądów, nawet sprzecznych). Dopóki jaskiniowcy nie wynaleźli sposobu rozpalania ognia w celu ogrzania się i pitraszenia, jedli wszystko na surowo. Od jakiegoś czasu w USA pewną popularność zdobywa dieta paleo z hasaniem po drzewach, bieganiem na bosaka i konsumowaniem surowego, lub prawie surowego mięsa włącznie (tutaj). Zaznaczam, że jest to dieta odchudzająca, do której jakoś nie mam przekonania. Z prostego powodu. Czy jaskiniowcy, poza tym, że ich tkanka tłuszczowa nie była przerośnięta (prawie cały czas spędzali na zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych, a fast foodów jeszcze nie było), cieszyli się długim życiem wolnym od chorób? Gdzieś przeczytałam, że w epoce brązu i żelaza średnia długość życia wynosiła 18 lat, na początku naszej ery około 22 lata. Oczywiście, trzeba pamiętać, że to średnia, a nie wiek maksymalny i wziąć pod uwagę umieralność noworodków i dzieci, choroby i zarazy, głód, rany, wojny i nieszczęśliwe wypadki. Tylko, że obecnie ta średnia (europejska) wynosi jakieś 75 lat...

Ale nie o diecie, długowieczności ani jaskiniowcach dzisiaj będzie, lecz o plusach i minusach kuchenek mikrofalowych. Wstęp, choć luźno, jak najbardziej wprowadza nas w klimat. Dystansu.
Nagonka zaczęła się od tego, że mikrofalówkę oskarżono o śmierć pacjentki (1991 r.). Chciałabym tylko zapytać: czy to nie debilny pomysł, żeby krew przeznaczoną do transfuzji podgrzać w mikrofalówce, urządzeniu służącym do podgrzewania i gotowania żywności?
Nieco wcześniej, w 1989 r. Instytut ds. Młodych Rodzin przy Uniwersytecie Stanowym w Minnesocie ogłosił następujący raport (wyjątki):
“Mimo iż mikrofalówki ogrzewają żywność bardzo szybko, nie zaleca się ich do ogrzewania butelek z pokarmem dla niemowląt” - stwierdzono w raporcie. Taka butelka może pozostać zimna w dotyku, a płyn w środku osiągnąć taką temperaturę, która może poparzyć dziecko. Poza tym zwiększenie objętości płynu w naczyniu zamkniętym, takim jak butelka niemowlęca, grozi wybuchem. “Ogrzewanie butelki w mikrofalówce wywołuje pewne zmiany w mleku. W mieszankach dla dzieci może to być strata pewnych witamin. W mleku odciągniętym z piersi matki zniszczeniu ulegają niektóre jego właściwości ochronne”. I dalej raport mówił: “Podgrzewanie butelki poprzez trzymanie jej pod kranem lub umieszczenie w misce z ciepłą wodą, a następnie sprawdzenie temperatury mleka na nadgarstku zwykle zajmuje kilka minut więcej, ale jest znacznie bezpieczniejsze”.
Biorąc pod uwagę mentalność Amerykanów, wytaczanie procesów z powodów, o których nam się jeszcze nie śni, wcale nie dziwię się, że takie przestrogi głoszono. Zwykły obywatel (rodzic) posiadający mikrofalówkę mógłby nie zauważyć, że płyn ogrzewa się nierównomiernie i trzeba go wymieszać (wstrząsnąć butelką i sprawdzić temperaturę np. na przedramieniu). Mógłby też nieopatrznie podgrzać zbyt mocno zamkniętą butelkę i dostać szoku, a następnie szewskiej pasji, gdyby ta wybuchła. Informacje, jak podaje przykład z krwią do transfuzji (2 lata później), docierają do społeczeństwa długo i mozolnie (lub wcale), choćby do umysłu pielęgniarki (osoby związanej z medycyną), która w swoim domu z pewnością używała mikrofalówki i prawie na pewno mogła dostrzec ślady ścięcia białka na mięsie nawet w fazie rozmrażania. 

W 1992 r. opublikowano wyniki badań przeprowadzone na raptem ośmiu osobach, którym przez 5 dni podawano posiłki podgrzewane lub przyrządzane w mikrofalówce. Przed każdym posiłkiem i dwa razy po nim delikwentom pobierano krew do badania. W ten sposób udowodniono(!?), że spożywanie posiłków podgrzewanych w kuchenkach mikrofalowych powoduje obniżenie stężenia hemoglobiny, cholesterolu i leukocytów. Jednak, jeśli przyjrzeć się wynikom bliżej, to wyszły trochę kulawo: obniżenie poziomu stężeń było czasowe, trochę mała liczba badanych, no i wielokrotne pobieranie (czyli ubytek) krwi chyba na każdego zadziałałoby stresująco (3 razy po 55 ml = 165 ml dziennie). Jeśli każdego z badanych pozbawiono choćby trzykrotnie tej ilości krwi, to znaczy, że w ciągu 5 dni stracili ponad pół litra (to moja dygresja, bo nie znalazłam dokładnych informacji jak przebiegał eksperyment). Ponadto, mam obiekcje do menu, które wyglądało tak:
W przerwach od dwóch do pięciu dni ochotnicy otrzymywali na pusty żołądek jeden z wariantów pokarmu. Zestawy były następujące: 
  • surowe mleko z ekologicznej farmy (nr 1), 
  • to samo mleko gotowane tradycyjnie (nr 2), 
  • mleko pasteryzowane (nr 3), 
  • mleko ugotowane w kuchence mikrofalowej (nr 4), 
  • surowe warzywa z uprawy organicznej (nr 5), 
  • te same warzywa ugotowane tradycyjnie (nr 6), 
  • warzywa zamrożone i rozmrożone w kuchence mikrofalowej (nr 7) 
  • te same warzywa ugotowane w kuchence mikrofalowej (nr 8).                   (źródło)

Czy to ma być śniadanie?! Nigdy nie piję mleka (podgrzanego czy nie) na pusty żołądek. Sprawa spożywania mleka, nawet przez dzieci, budzi coraz większe kontrowersje (zaśluzowanie organizmu, alergie, bóle brzucha), w każdym razie trzeba wiedzieć, że jest ono dość ciężkostrawne.
A warzywa? Przynajmniej te gotowane zjadłabym dopiero w porze obiadu. Tak mi podpowiada moja intuicja.
No, ale jak trzeba przeprowadzić eksperyment, to nie ma gadania - jesz to co Ci dadzą, choćby nie wiem co (surowe warzywa, które najpierw zamrożono, a potem rozmrożono??? Ale się pastwili nad tymi ochotnikami!) Podejrzewam, że niezależnie od sposobu rozmrożenia warzyw, moje wyniki badania krwi byłyby przygnębiające.
W artykule można także doczytać, że zmiany we krwi były raczej krótkotrwałe.

Przez pewien czas krążyły "naukowe doniesienia" o prawoskrętnych cząsteczkach w jedzeniu z mikrofalówki, czyli takich, które nie występują w zasadniczo lewoskrętnej naturze i doprowadziły do dramatu tysięcy dzieci i ich matek w latach pięćdziesiątych XX wieku. Właśnie prawoskrętna postać leku Talidomid była odpowiedzialna za wady rozwojowe u płodów, chociaż postać lewoskrętna to bezpieczny środek uspokajający. 
Rzecz jednak w tym, że ów lek wycofano, a jego ofiarom wypłacono gigantyczne odszkodowania. Jednak w przypadku mikrofalówek nic takiego nie ma miejsca. Czyżby brakowało dowodów (nawet Amerykanom, z których niemal każdy może zadzwonić do swojego prawnika)?  

   Złą sławę mikrofalówki zawdzięczają pewnie naukowcom, którzy wprawdzie nie dowiedli ich szkodliwości, ale przestrzegali, że ostateczne skutki wykorzystania mikrofal będzie można ocenić nawet za kilkadziesiąt lat. Należy zauważyć, że te lata minęły i nic złego się nie stało. Zarazem wprowadzono wiele zmian, zwiększających bezpieczeństwo użytkowników, przede wszystkim w zakresie wyznaczenia precyzyjnych norm bezpiecznej emisji fal, skutecznych uszczelek i obudowy urządzeń. Nie wszystkim to wystarcza i, w pewnym sensie, słusznie.
Przecież fakt, że coś nie zabija, nie oznacza od razu, że jest zdrowe. Nie da się ukryć, że podczas obróbki żywności w mikrofalówce, zwłaszcza w zbyt wysokiej temperaturze, traci ona część swoich odżywczych właściwości (choćby witaminy). Nie zapominajmy jednak, że i gotowanie w wodzie czy na parze, a nawet pozostawienie produktów w temperaturze pokojowej, w pewnym stopniu pozbawia ich części wartości. Mikrofalówka
pod tym względem, z pewnością nie jest gorsza od tradycyjnej kuchenki .
Należy jednak uważać na dania (np. popcorn, frytki, burgery itp.) specjalnie przeznaczone do podgrzania w mikrofalówce, ponieważ obfitują w konserwanty, szkodliwe tłuszcze i sól, czyli zdrowe nie są, a mikrofalówka nie ma tu nic do rzeczy.  (źródło)

Temat jest szerszy, niż na początku mi się wydawało, zatem muszę go podzielić na części. Dziś liznęłam temat wstępnie, ale w najbliższym czasie przedstawię kolejne materiały i źródła. Tymczasem, jeśli nurtuje Cię pytanie czy korzystać z kuchenki mikrofalowej, zajrzyj do podanych źródeł i poczytaj więcej. Zachęcam również do obejrzenia filmiku, w którym można zobaczyć jak współczesny amerykański "jaskiniowiec" przygotowuje sobie posiłek w stylu paleo (jest to ostatni filmik w artykule /link w pierwszej części posta/, ten z jajkami sadzonymi na patelni). Obejrzyj go dokładnie  :-) 

106.880

kuchenka mikrofalowa, mikrofalówka, czy mikrofalówka jest szkodliwa, dieta paleo

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe. Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń