sobota, 28 lutego 2015

Blogger w krzaczorach


Prowadzę trzy blogi więc jestem blogerem, a nawet blogerką. Jednym z nich jest fotoblog, sensem którego jest prezentowanie zdjęć. By mieć co pokazywać na fotoblogu, wpierw owe zdjęcia muszę zrobić. Gdy przyjeżdżamy do Mojego Lasu, zwykle zaczynamy od powitalnej kawki z obowiązkowym ciachem. Następnie zbieram manatki (torba na ramię, a w niej aparat, butelka wody, telefon itp.itd.) i odmeldowuję z obozowiska się mówiąc: "To idę w krzaczory" i... przepadam na jakieś dwie lub trzy godziny.
Dziś jednak nie o takich krzakach będzie mowa.
    Jeśli prowadzisz blog i masz (miewasz) następujące problemy z wyglądem swoich postów (wpisów) na blogu, jak:
  1. Niepożądane odstępy w tekście czy między zdjęciami, które "normalnie" nie dają się usunąć,
  2. Zbyt duży odstęp w tekście lub między zdjęciami po wstawieniu opcji zwijania tekstu,
to czytaj dalej.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Glut Aminian przed sądem


W związku z wniesionym pozwem zbiorowym przez liczną grupę Mniej Lub Bardziej Anonimowych Przeciwników, w dniu dzisiejszym odbędzie się rozprawa sądowa, którą poprowadzi sędzia Anna Maria W. Oskarżonym o dopuszczanie się niecnych czynów jest niejaki Glut Aminian z rodu Sodu.
- Oskarżony, proszę się przedstawić i powiedzieć nam ile pan ma lat i czym się zajmuje.
- Proszę wysokiego sądu, nazywam się Glutaminian Sodu. Nikt nie chce się przyznać, że mnie lubi. Pewnie to przez tego GLUTA, ale co ja za to mogę, że mnie tak nazwano?
-  Ile pan ma lat? Proszę też podać imiona rodziców.
- Jako Glutaminian Sodu urodziłem się w 1908 roku. Moim ojcem jest Kikunae Ikeda, z zawodu chemik. Mojej matki, Listownicy Japońskiej nie pamiętam, ale ojciec ciągle o niej mówił "wodorost", albo "kombu". Pocieszał mnie jednak, że odziedziczyłem po matce wszystko co najlepsze, i że mama  nie jest nam już potrzebna, no i, że dam sobie w życiu radę. Tatko w swoim laboratorium mówił o mnie Sól Sodowa Kwasu Glutaminowego.
- Zatem ma pan ponad sto lat i, jak widać, jest pan w doskonałej kondycji. Czym się pan zajmuje?
- Proszę wysokiego sądu! Doprawdy nie wiem co ja tu robię, dlaczego jestem oskarżany o tyle zła i to przez ludzi, którzy tak naprawdę bardzo mnie lubią i na co dzień korzystają z mojej pomocy.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rzecz o warzeniu kiszonej kapusty


Jesienią i zimą, gdy jest już zimno i paskudnie, a nam brakuje energii, kapusta kiszona aż prosi się o to, by ugotować ją jako dodatek do obiadu (np. kapusta zasmażana, kapusta z pieczarkami, kapuśniak - zupa) czy samodzielne danie, czyli bigos. Oczywiście, surowa też jest bardzo smaczna i zdrowa, pełna witamin, potasu, wapnia i fosforu oraz naturalnych przeciwutleniaczy i bakterii pożytecznych dla naszego układu pokarmowego. Polana niewielką ilością oliwy czy oleju (dla złagodzenia kwaśnego smaku i lepszego przyswajania witamin) jest świetnym i błyskawicznym w przyrządzeniu dodatkiem do np. ryby z ziemniakami. Jednak dla wrażliwych żołądków surówka z kapusty kiszonej może być sporym wyzwaniem ze względu na niskie pH (czyli kwaśność).
By skrócić rozważania na temat czy zdrowsza jest kapusta surowa czy gotowana, proponuję odwołanie się do swej intuicji poprzez wizualizację surówki a następnie kapusty ugotowanej i... przygotowanie tego co podpowie nam (w danym momencie!) niezwykle czuły instrument jakim jest nasz organizm - "ślinotok powizualizacyjny" powinien być wskazówką wartą wzięcia pod uwagę  :-D . Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli mam na coś wielką ochotę, odczuwam ogromny apetyt, to znaczy, że właśnie tego potrzebuję. Innymi słowy, nie dam się katować wymyślnymi dietami, które tworzą... inni ludzie. Nie znoszę też jednostajności. Rozmaitość jedzenia jest akurat atutem, który pozwala najlepiej uzupełniać ewentualne niedobory jadłospisu.
 Dodam jeszcze, że kapusta uchodzi za najzdrowszą jarzynę, nie mającą sobie równych pod względem właściwości leczniczych (i profilaktycznych) i nawet poddane obróbce termicznej zachowuje ich sporo. Na końcu wpisu podaję kilka linków dotyczących właściwości tej jarzyny (spożywanej na surowo) tudzież tego warzywa, spożywanego po akcie warzenia.
Zatem, jeśli Twoja wizualizacja wskazuje na kapustę gotowaną - możesz czytać dalej  :-)

wtorek, 30 września 2014

Bal u króla, czyli co Cię ubiera?



Wkrótce nadejdzie Twój wielki dzień! Właśnie otrzymałaś zaproszenie na królewski bal. Panny niezamężne mogą liczyć na rękę następcy tronu, mężatki też się cieszą, bo zaszczyt to wielki - będzie okazja do nawiązania lub odnowienia znajomości w sferach, a przynajmniej do prezentacji w pełnej krasie (czytaj: niechaj wszystkie spuchną z zazdrości).
Pytanie kluczowe - w co się ubrać? Oczywista konsternacja i jęk zgrozy w stylu "Nie mam co na siebie włożyć!!"-
Ale nie martw się! Król w swej dobroci i szczodrobliwości każdej zaproszonej pannie i niewieście oferuje pokaźną sumkę na skompletowanie odpowiedniego stroju. Zatem nie musisz przejmować się kosztami, możesz wybierać, przebierać! Tylko jak to sensownie zrobić?
 
Opcja pierwsza: błyszczeć, błyszczeć, oślepić wszystkie inne, olśnić królewicza!
Jaką suknię wybierzesz spośród dwóch identycznych - złotą czy srebrną?   Odpowiedz bez zastanawiania.

Opcja druga: uwieść, olśnić, ale bielą!   A jaki odcień bieli byś wybrała: śnieżnobiały, mleczny, ecru czy kość słoniową?  Który z nich najbardziej Tobie by odpowiadał, pasował?
A może czerwień? W takim razie - w jakim odcieniu? Czystym i żywym; nieco spokojniejszym, jakby spłowiałym, wpadającym w malinowy, czy może w odcieniu ceglastym lub rudawym?
Wolisz błękitny, ale jaki odcień? Lodowaty (czysty), bardziej pastelowy, czy może ten bardziej stalowy, albo raczej morski?
A w ogóle to jakie kolory lubisz? Zimne, mocne i czyste? Czyste, ale nieco spłowiałe? A może wolisz kolory ciepłe, złamane, kolory ziemi?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Wywiadówka u Bożenki - o przymiotach zmywarki



Pamiętacie historyjkę sprzed dwóch czy trzech lat, ponoć autentyczną, która obiegła niemal cały świat? Otóż nauczycielka w amerykańskiej szkole podniosła larum z powodu kilkuletniego dziecka, które nie przyniosło ze sobą śniadania. Wszczęte dochodzenie na wyższym szczeblu (kontakt z rodzicami) wykazało, że tego dnia akurat wszyscy trochę zaspali i wyprawiając dziecko do szkoły, rodzice nie zdążyli umyć pojemnika na śniadanie swego potomka w zmywarce. Na ręczne umycie śniadaniówki rodzice się NIE ZDECYDOWALI...
Kiedy to usłyszałam w radiu zaśmiałam się z niedowierzaniem (jak można nie umyć pojemnika w zlewie???), ale odkąd mam zmywarkę, zwrot ZDECYDOWAŁAM się umyć coś tam wszedł do stałego użytku  :-P . Obecnie więc DECYDUJĘ się umyć np. drewnianą łyżkę, którą za chwilę będę potrzebować, opłuczę talerzyk oprószony okruchami chleba czy biszkoptów, a nawet umyję garnek, taki wiecie, tylko trochę brudny - wystarczy przetrzeć myjką z płynem i opłukać. Wolę umyć jeden garnek, który zająłby dużo miejsca w zmywarce niż stos tłustych talerzy i pęk sztućców.
        Zakontraktowanie Bożenki okazało się strzałem w dziesiątkę. Minął już ponad rok odkąd zamieszkała w mojej kuchni, czas więc na wywiadówkę z lekkim psychologicznym akcentem (jak zmywarka wpłynęła na me psyche. Zaznaczam, że wcześniej nie posiadałam takiego przybytku).

środa, 23 lipca 2014

Pekińskie gołąbki - znaczy szybkie


 Dziecięciem będąc nie przepadałam za gołąbkami, głównie za sprawą kapusty, której to liści (grubych, włóknistych nerwów) zgryźć nie mogłam. Nie cierpiałam też grożącej rozbryzgami szamotaniny z nitką, którą obwiązany był każdy gołąbek, by nie rozpadł się w czasie gotowania. Jednak sam smak gołąbków (mielonego mięsa z dodatkiem ryżu oraz delikatnej (czytaj: należycie ugotowanej) kapusty bardzo mi odpowiadał. Jeśli chodzi o moją samodzielną już, kuchenną "karierę", realizacja przedsięwzięcia pt. "Gołąbki w kapuście" ograniczała się do pojedynczych zrywów w ciągu... dekady. Dlaczego?
Problem pojawiał się na samym początku - z kapustą. Żeby ze "zwykłej" kapusty wyszły gołąbki, głowa musi być dość duża. Teoretycznie (wg przepisu) powinna być to główka kapusty o wadze półtora kilo. Nigdy takiej nie udało mi się kupić - zawsze miała ze dwa albo więcej. Jak większa - to znów był problem z jej średnicą (by zmieściła się go gara celem sparzenia liści we wrzątku). Wycięcie głąba to kolejne wyzwanie (trzeba uważać na tętnice  ;-P ), konieczne jednak, by w miarę bez uszczerbku odejmować liście (tak i tak niejeden się przerwał). Oj, nie będę już dalej ciągnąć tej historii, dodam tylko, że łatwiej szło z kapustą włoską niż białą (zwaną cukrową).
Drugi problem polegał na tym - przez ile dni można chcieć jeść gołąbki?? No, jak się zrobiło z dwóch kilo kapusty, to ze cztery dni. Nawet najlepsza potrawa może obrzydnąć w dniu czwartym.
Trzeci problem związany był z pacholętami, które nadzienie gołąbków, owszem, przełknęły (z ziemniakami i sosem), ale kapustę skwapliwie... oddawały. Na co więc potrzebny był mój wysiłek?

czwartek, 3 lipca 2014

eDodatki?? A, wodotryski!



Nie pojmuję jak to możliwe, że będąc raczej na bakier z techniką, jestem w stanie komukolwiek pomóc, doradzić w kwestii blogowych gadżetów. A jednak! Co jakiś czas ktoś informuje mnie w komentarzu pod którymś z wpisów z działu "Blogowe wodotryski", że właśnie (dzięki moim poradom) niemal odkrył Amerykę, czyli wstawił wymarzony gadżet na swoją stronę. Rozmyślając nad tym faktem przez chwilę (bo myślę szybko ;-P ) doszłam do wniosku, że to nic innego, jeno moje nadzwyczajne zdolności do udzielania instruktażu metodą łopatologiczną sprzyjają pomyślnym instalacjom gadżetów/widżetów, których przecież nie tworzę. Wynajduję je tylko, dumam nad nimi i ewentualnie (choć często) rozgryzam niepojęte słownictwo zawarte w mądrych instrukcjach dotyczących instalacji na blogu, no i próbuję do skutku.
Pomyślałby kto, że te wszystkie te gadżety są dla asów programowania, a humaniści (np. laicy prowadzący blogi) niech się bujają.
Tym razem polecę Wam i omówię kilka gadżetów, których instalacja jest banalnie prosta. Nie wiem jednak, czy uważacie je za niepotrzebne, nieatrakcyjne i dlatego ich nie macie, czy też o nich nie wiecie?
Przez odejmowanie (i na logikę rzecz biorąc) niniejszy post może zainteresować tych, którzy chcom mieć gadżet na swoim blogu/stronie, a nie wiedzom, że takie som  ;-P 

piątek, 2 maja 2014

Szaszłyk drobiowy z grilla


Szaszłyk z piersi indyka lub kurczaka ? Jak najbardziej!
Przygotowanie szaszłyków, porównując do karkówki, boczku czy kiełbasek z grilla, wymaga znacznie większego nakładu pracy i czasu i nie jednego, a kilku składników. Mięso na szaszłyk pewnie może być różnego rodzaju, ale my "praktykujemy" albo szynkę lub schab wieprzowy, albo piersi indyka/kurczaka. Do tego boczek świeży, cebula oraz przyprawy.
Co do mięsa drobiowego - owszem, jest delikatniejsze (zawiera więcej wody) i zdawać by się mogło, że nie bardzo nadaje się na ruszt. Zapewniam jednak, że można je zastosować z pełnym powodzeniem zamiast schabu czy karkówki. Aby zapobiec przedwczesnemu upieczeniu się mięsa drobiowego, po prostu kroję je na większe (grubsze) kawałki, natomiast boczek i cebulę na cienkie plasterki. 

czwartek, 10 kwietnia 2014

Odmienić poduchę




Pewnie patrzysz z politowaniem na zdjęcie powyżej i zastanawiasz się - CO to ma być? Już mówię.
W zamierzeniu miała być to poducha do postawienia na podłodze, akurat. Na przykład przy drzwiach balkonowych, gdy zimą wiało. Co prawda miała nieco BARDZIEJ przypominać/sugerować torbę plażową, ale trudno - tak to bywa z prototypami - wyszła siata  :-P  Niemniej, a może właśnie dlatego, że wygląda jak wygląda - jak najbardziej sugeruje, że jej miejsce jest na podłodze.
Oj, nie ma sensu opisywać co dokładnie mnie natchnęło - stało się i już! Miałam niepotrzebną poduszkę, na której nikt nie chciał spać, a wyrzucić żal. Do tego natknęłam się na jakieś bluzeczki i wdzianka, na których nikt dotąd się nie poznał. Zestawione razem jako barwne plamy prezentowały się obiecująco, więc na hurra wzięłam się za krojenie i szycie, z projektem jedynie w myślach.
Tak więc powstała poszewka na poduszkę, nad której urodą niekoniecznie warto dyskutować, natomiast istnieje cień powodu tłumaczącego dzisiejszą o niej wzmiankę (pomijając fakt, że swoje zadanie stróżowania na podłodze pełniła znakomicie - nikomu nie przyszło do głowy pytanie: a czemu ta poduszka leży/stoi na podłodze??).

wtorek, 1 kwietnia 2014

Nadchodzi era autofryzjera

W dużym mieście przy ruchliwym rondzie automyjnia zawsze ma wzięcie. Kolejka zwykle nie jest długa, bo cała operacja mycia, spłukiwania i ewentualnego woskowania samochodu trwa nie dłużej niż 10-15 minut. I właśnie w takim miejscu, przy automyjni powstał autofryzjer. Nie, nie chodzi o postrzyżyny samochodu, lecz kierowcy. Oto w tym samym czasie, w którym ten rozstaje się ze swym pupilem, oczkiem w głowie - czasie koniecznym na przywrócenie mu właściwego blasku, a czasem i kolorytu, ów kierowca również ma szansę odświeżyć swą... koafiurę. W dziesięć minut? Każdy powie, że to niemożliwe, a jednak.
Strzyżenie przebiega w sposób automatyczny i dość oryginalny. Całe urządzenie to niewielka kabina wyposażona w wygodny fotel, wieszaczek na odzienie wierzchnie, dużą bańkę, w której mieści się owłosiona część głowy oraz programator służący do wyboru opcji fryzury. Opcji jest jak dotąd chyba cztery, ale programator jest przewidziany w niedalekiej przyszłości na kilkanaście fryzur. Miła kasjerka automyjni, gdy tylko wyraziłam swoje zainteresowanie owym ustrojstwem fryzjerskim, z chęcią i obszernie wyjawiła mi tajniki jego działania.
Dodatkowo, ponieważ obowiązuje oferta promocyjna i skorzystanie z autofryzjera jest możliwe za bagatela 12 zł bez 1 grosza (do 6 kwietnia włącznie), zdecydowałam się zaryzykować. A dlaczego? Nim opowiem na czym to wszystko polegało, wyjaśnię jeszcze, że kierowałam się następującymi przesłankami: przekonujący opis skutecznego działania, cena oraz wystarczająco odległy termin świąt (w razie czego - zakładałam - włosy jako tako odrosną). Wrażenia z tego przeżycia były dość osobliwe, ale wynikało to raczej z oryginalnej, niestosowanej dotąd techniki owego strzyżenia, a efekt okazał się więcej niż zadowalający. Poza tym, wg zapewnień (gwarancji!!) miłej kasjerki, operacja miała zamknąć się w czasie nie dłuższym, niż mój samochód zostanie obtarty z ostatniej kropli wody. Gdyby potrwało to, choćby o 61 sekund dłużej, opłata za usługę autofryzjera AUTOmatycznie spadłaby o 50%.