czwartek, 14 sierpnia 2014

Wywiadówka u Bożenki - o przymiotach zmywarki



Pamiętacie historyjkę sprzed dwóch czy trzech lat, ponoć autentyczną, która obiegła niemal cały świat? Otóż nauczycielka w amerykańskiej szkole podniosła larum z powodu kilkuletniego dziecka, które nie przyniosło ze sobą śniadania. Wszczęte dochodzenie na wyższym szczeblu (kontakt z rodzicami) wykazało, że tego dnia akurat wszyscy trochę zaspali i wyprawiając dziecko do szkoły, rodzice nie zdążyli umyć pojemnika na śniadanie swego potomka w zmywarce. Na ręczne umycie śniadaniówki rodzice się NIE ZDECYDOWALI...
Kiedy to usłyszałam w radiu zaśmiałam się z niedowierzaniem (jak można nie umyć pojemnika w zlewie???), ale odkąd mam zmywarkę, zwrot ZDECYDOWAŁAM się umyć coś tam wszedł do stałego użytku  :-P . Obecnie więc DECYDUJĘ się umyć np. drewnianą łyżkę, którą za chwilę będę potrzebować, opłuczę talerzyk oprószony okruchami chleba czy biszkoptów, a nawet umyję garnek, taki wiecie, tylko trochę brudny - wystarczy przetrzeć myjką z płynem i opłukać. Wolę umyć jeden garnek, który zająłby dużo miejsca w zmywarce niż stos tłustych talerzy i pęk sztućców.
        Zakontraktowanie Bożenki okazało się strzałem w dziesiątkę. Minął już ponad rok odkąd zamieszkała w mojej kuchni, czas więc na wywiadówkę z lekkim psychologicznym akcentem (jak zmywarka wpłynęła na me psyche. Zaznaczam, że wcześniej nie posiadałam takiego przybytku).


Oczywiście, trochę to trwało nim dotarło do mej podświadomości, że mam taką dzielną pomocnicę. Początkowo łapałam się na odruchu, by brudne naczynia wstawiać do zlewu i już, już niemal zakasywałam rękawy, by brać się za zmywanie (no bo zlew zawalony!). No i faktycznie, wstawiałam talerze do zlewu, a właściwie do "kaszalota" - takiego czarnego, dopasowanego do komory zlewu pojemnika z elastycznego tworzywa (obecnie nie można już go kupić w sklepie na I).
Przyznaję, do dziś mam opory nie do pokonania, by wstawić do zmywarki zapaskudzony resztkami jedzenia talerz. Zaraz przypomina mi się reklama środka do mycia zmywarek ("Czy myłabyś w brudnej zmywarce??" plus panorama jej zapaskudzonego wnętrza) - długo działała ona na mnie odstręczająco powodując zbędną zwłokę w zakupie (zmywarki).
Poszłam więc na mały kompromis godzący moje przyzwyczajenia ze wstrętem do myśli o tym, że moje naczynia myte są w brudnym urządzeniu. Wkładam je do zlewu (kaszalota), w którym i tak zbiera się woda (mycie jarzyn, płukanie ziemniaków, opłukanie drobiazgów - nad zlewem rzecz jasna!). Po wstępnej kąpieli ewentualne zabrudzenia i resztki usuwam pobieżnie szczotką do mycia naczyń i z czystym sumieniem wstawiam naczynia i sztućce do zmywarki, a zebraną wodę wylewam.
Ten system bardzo mi odpowiada, ponieważ w moim przypadku mycie naczyń w zmywarce zdarza się średnio tylko dwa razy w tygodniu. W ten sposób ograniczam do minimum ewentualne zapaszki zeschłego jedzenia, wysiłek Bożenki, by domyć wszystkie naczynia (a więc woda i środki myjące), wnętrze Bożenki, by pozostała czysta, no i wysiłek własny na okoliczność, gdybym czasami musiała  ZDECYDOWAĆ się wyjąć coś z powrotem i... umyć ręcznie, bo akurat niezbędne.

Poniższy wywiad w sprawie Bożenki przeprowadziła ze mną Pani Moherowa, której tożsamość zdradzę na końcu:

- Bożenka? To jakaś twoja pupilka?
- O, tak! To moja wielka pomocnica! Dzięki niej mam więcej czasu, tak mnie wyręcza! Mimo, że nie potrzebuję codziennie korzystać z jej usług, to sam fakt, że brudne (no, wstępnie opłukane) naczynia mogę SCHOWAĆ do zmywarki jest nieoceniony. Gdybym jej nie miała, nie mogłabym sobie pozwolić na zmywanie (ręczne) naczyń raz na kilka dni, bo w zlewie urosłaby ich cała góra!

- Jednokomorowy zlew? Czy aby nie za mały?
- Nie, najzupełniej wystarczy do mycia drobiazgów, a nawet garnków czy płukania jarzyn. Druga komora mojego zlewu to właśnie Bożenka.

- Brudne naczynia stoją w zmywarce przez kilka dni??!
- Ano stoją, ale w niczym mi to nie przeszkadza. Są schowane i nie zawalają mi zlewozmywaka, który zawsze jest dostępny.

- A jak te brudne sztućce stoją w zmywarce to nie brakuje ci czystych do czasu kolejnego mycia?
- Nie, nie brakuje, choć musiałam wprowadzić pewną innowację. Przedtem w pojemnikach na sztućce znajdowało się zwykle po sześć noży, widelców i łyżek oraz kilkanaście łyżeczek. Teraz w obrocie jest po kilkanaście sztućców każdego rodzaju i ze 25 łyżeczek. Po prostu wyjęłam więcej sztućców, które dotychczas tylko... przechowywałam (dalibóg, nie mam pojęcia w jakim celu. Na życie pozagrobowe, czy co?).

- A co z talerzami i szklankami/kubkami? Też ich nie brakuje?
- Obliczyłam (doświadczalnie) ile talerzy i kubków używa się (brudzi) od jednego do drugiego cyklu mycia i wstawiłam do szafki odpowiednią ich ilość, uwzględniając, oczywiście, możliwości Bożenki, czyli jej... pojemność. Gdybym posługiwała się kilkoma talerzami i kubkami musiałabym rzeczywiście stale myć je ręcznie lub myć w zbyt mało napełnionej zmywarce. To bez sensu. Miałam (schowanych!) jeszcze kilka talerzy, kubków i szklanek, które włączyłam do obiegu. Po kilku cyklach ustaliłam właściwą ilość poszczególnych naczyń, by było ich w sam raz. Tak czy tak, zwolniło mi się sporo miejsca w schowkach. Teraz nawet nie potrafię odpowiedzieć na pytanie po co ja chowałam te wszystkie naczynia :-)

- Zmywarka jest oszczędna?? A niby w czym? Przecież kosztuje sporo...
- Ja wykombinowałam to sobie tak: życie jest krótkie, a takie ciekawe. Mam sporo zainteresowań i to poza kuchennych. Zdecydowałam się na zakontraktowanie służki - owszem, trochę to kosztowało, ale czy (od)zyskany czas (wolny od zmywania!!) nie jest tego wart? Przedtem zmywałam co najmniej 2-3 razy dziennie i zużywałam mnóstwo wody. Każdego dnia, sumując wszystkie podejścia do zlewu (mycie jednej szklanki też się liczy) spędzałam przy nim kilkadziesiąt minut. Obliczyłam, że w ciągu swego życia przeciętna pani domu trwoni na zmywanie caluteńki rok, dzień po dniu, minuta po minucie - non stop!!!  Gdybym zażądała skromnej zapłaty za swą posługę, powiedzmy 2 zł dziennie, to po roku uzbierałabym 730 zł. Zmywałam przez TYLE lat, że już dawno zarobiłam, zasłużyłam(!) na zmywarkę.

- No a te tabletki myjące, proszki, nabłyszczacze, sól - stale trzeba na to wydawać...
- Jestem zaskoczona niskimi kosztami eksploatacji Bożenki. Po jej zakontraktowaniu zaopatrzyłam ją w pełen zestaw "kosmetyków". Kupiłam następujący zestaw: tabletki (100 sztuk), zamiennie proszek 3 kg (uznałam, że czasem wolałabym sama dozować ilość środka myjącego: cała tabletka do małej zmywarki to za dużo), płyn nabłyszczający 1 litr, sól do zmywarek 2 kg. Nie pamiętam dokładnie ile to wszystko kosztowało (jakieś 80 zł, ale przyjmijmy, że 100 zł). Właśnie sprawdziłam stan zasobów i wydaje mi się, że wszystkiego starczy mi jeszcze na co najmniej rok, w sumie około 2,5 roku. Środki myjące za 100 zł wystarczą na 30 miesięcy, zatem miesięczny koszt (przy mojej częstotliwości!) zmywania wynosi 3,33 zł.

- Ale woda też kosztuje!
- Bożenka zużywa zaledwie 9 litrów wody na cykl. Podłączona została do wody ciepłej, gdyż uznałam, że obniży to jeszcze pobór energii potrzebny do podgrzania wody (najczęściej używam programu ECO na 50 stopni C). W miesiącu zużywa zatem 90 litrów ciepłej wody. Miesięczny koszt zimnej wody i ścieków wynosiłby około 1 zł! Mnie kosztuje to 2,24 zł (korzystam z ciepłej). Dopóki Bożenka nie wzięła się za zmywanie, ja zużywałam jej co najmniej 50 litrów dziennie, czyli 1,5 metra sześciennego miesięcznie (ok. 26 zł - policzyłam pół na pół wodę ciepłą i zimną). Zatem teraz oszczędzam przynajmniej 23 zł miesięcznie, przyjmując, że ok. złotówki "zmarnuję" na ręczne mycie drobiazgów, co daje mi ponad 270 zł oszczędności rocznie!

- Ha, ale zmywarka żre prąd!
- Nie zauważyłam tego specjalnie na rachunkach za prąd. Oszczędności z tytułu mniejszego zużycia wody rekompensują ewentualną zwyżkę na rachunku za energię elektryczną, a nawet koszty jej "kosmetyków". Poza tym Bożenka świetnie sobie radzi po ciemku. Ja musiałam wieczorem palić światło, żeby widzieć co i jak zmywam, choć nie raz zdarzało się, że w dziennym świetle uwidaczniały się niedoróbki i musiałam myć jeszcze raz. O stratach energii własnej i uszczerbkach w mej kondycji psychofizycznej nie wspomnę.

- Kiedy odczułaś, że Bożenka naprawdę Cie wyręcza?
- Teoretycznie od początku, gdy się zjawiła, ale pamiętam taką sytuację, gdy zaraz po obiedzie mieliśmy gdzieś pojechać. Chociaż Bożenka służyła mi od pewnego czasu, właśnie wtedy naprawdę poczułam, że to ona przejęła ten przykry dla mnie (czasochłonny, bezproduktywny, nudny, syzyfowy) obowiązek! Kiedy padło hasło: "Jedziemy!" moja podświadomość zaoponowała -  najpierw trzeba pozmywać. I tu się przyłapałam, bo w tym samym momencie pomyślałam: jest Bożenka! Ach, z jaką ulgą wtedy odetchnęłam! Wreszcie dotarło do mnie z całą mocą i jasnością, że nieskończenie długie chwile żmudnego stania nad zlewem po każdym posiłku czy tzw. "imprezie" przeszły do historii

- Ale są takie naczynia i przybory kuchenne, których w zmywarce nie umyjesz, bo zniszczy!
- Tak, o kilku rzeczach muszę pamiętać. Nie myję w zmywarce swojego kompletu talerzy ze złoconymi brzegami, bo złocenia uległyby zniszczeniu (rozpuszczeniu?). Znalazłam jednak i na to sposób, by wilk był syty i owca cała. W myciu ręcznym najbardziej dokuczliwe jest... płukanie naczyń - talerze trzeba obracać, a mogą wypaść z ręki, w dodatku trwa to długo, a woda leje się hektolitrami. Dlatego myję je ręcznie (wpierw usuwając resztki) nie żałując płynu do mycia naczyń i myjki, a następnie wstawiam je do zmywarki i nastawiam 15-minutowy program płukania. Ostatnio włączyłam opcję ekstra suszenia i talerze "wychodzą" w miarę suche.
Po roku mycia w zmywarce posrebrzanych łyżeczek zauważyłam, że coś zszarzały (srebrzenie zaczęło schodzić?), więc też już ich nie powierzam Bożence.
Do zmywarki nie wkładam też żadnych aluminiowych przyborów, bo pokryją się białym nalotem (zachodzi reakcja chemiczna) - nie próbowałam tego, bo wcześniej o tym przeczytałam.
Nie myję też blach do pieczenia, bo będą rdzewiały.
Nie myję patelni pokrytych warstwą nieprzywierającą (i tak myją się "od ręki")
Nie myję (już) mieszadeł do mojego robota - mimo, że wyglądały na nierdzewne, to wydaje mi się, że nie zniosą dobrze, było nie było, silnych środków myjących stosowanych w zmywarkach.
Dokładniej o przedmiotach, których Bożenka nie powinna dostać w swoje "ręce" można poczytać tutaj.

- Zmywarka śmierdzi!
- Każdy człowiek, zwierzę, a nawet przedmiot ma swój zapach. Jeśli jest brudny, spocony (człowiek, zwierzę), czy zakurzony (przedmiot), to nie pachnie przyjemnie. Zmywarka, choć jest przedmiotem, szybko staje się członkiem rodziny. Oczywiście, że ma swój zapach. Po cyklu mycia pachnie świeżością (jeśli można to tak ująć), ale gdy stoi kilka dni załadowana brudnymi naczyniami, zaczyna ziać, by nie powiedzieć wanieć. Jednak mój sposób wstępnego spłukiwania naczyń w zlewie znacząco eliminuje intensywność zapaszku (naczyń, nie zmywarki, która sama z siebie nie śmierdzi).
     Niestety, pewnego dnia, pomimo obwąchania, niewinnej zresztą, Bożenki poczułam w kuchni wstrętny zapaszek, którego źródła długo ustalić nie mogłam. Wnętrze Bożenki, owszem, miało pewien zapach, ale zupełnie przyzwoity. To może zlew? Patrzę i wącham - komora blaszana, łatwa do mycia, wystarczy kropla płynu i szczotka (używam innej niż do naczyń!), trochę wody i po sprawie. Umyłam, ale śmierdzi nadal. Szczotka do naczyń? No, może trochę. Jak leży w wodzie, i to brudnej, to się zatłuści i zabrudzi. Zalałam ją wrzątkiem z odrobiną płynu i octu, odmoczyłam chwilę - jak nowa, pachnąca. Jednak coś śmierdzi dalej.
Eureka! Powodem zjadliwego zapaszku okazała się myjka do mycia naczyń! No tak, skoro teraz używam jej dość rzadko, a zostawiłam ją niewyciśniętą, to i śmierdzieć zaczęła. Co z tym fantem zrobić?
Czy wiesz, gdzie w domu znajduje się największe źródło bakterii? Właśnie w myjce do naczyń i zlewie. Wcale nie w klozecie - tam woda jest stale spłukiwana i bakterie nie mają większych szans na rozwój. Bakterie i pleśnie bardzo chętnie rozwijają się w mokrych ścierkach, gąbkach i myjkach, na plastikowych kratkach w zlewie. Dlatego myjki do naczyń należy często zmieniać, ściereczki prać, odkażać wrzątkiem, a po użyciu dokładnie odciskać. Patrzyłam więc na tę swoją nieszczęsną myjkę do naczyń - była całkiem nowa, estetyczna (firmowa), duża, niezniszczona, a już zdążyła zgnić... Można by rzec - wszystko przez zmywarkę, to przez nią tak rzadko korzystam z myjki!
Podumawszy chwilę postanowiłam zmienić strategię. Skoro ręcznie zmywam bardzo mało, a jednak myjka do naczyń jest mi potrzebna, to po co mi duża, wypasiona myjka za kilka zł? Lepsza okaże się tania (za 19 gr/ szt. w sklepie na B lub L), nieduża gąbeczka, którą łatwiej wycisnąć, a gdy tylko się zużyje - bez żalu wyrzucić, razem z tymi bakteriami i pleśnią, które tak czy tak się zalęgną.
Temat zapaszku został opanowany.
Dowiedziałam się jeszcze, że są odświeżacze do zmywarek, które zawiesza się w komorze - eliminują nieprzyjemne zapachy (wystarczają na kilkadziesiąt cykli, kosztują 7-10 zł).

- Eee, to może jednak kupię sobie zmywarkę? Przecież pożyję jeszcze parę lat, a zmywanie naczyń doprawdy mi obrzydło... Miałabym więcej czasu na fotografowanie...?- rzekła na koniec Pani Moherowa*, której argumentów na "nie" w końcu zabrakło.


* Pani Moherowa - to taka ja z epoki Dwukomorowego Zlewu Łupanego, znaczy, z czasów sprzed transformacji :-)


Niniejszy wpis jest kontynuacją postu Na zmywak przyjmę

663 920







27 komentarzy:

  1. Wspaniale mi się ten tekst czytało!
    Ja wciąż rozważam zakup zmywarki i pozostaję póki co w epoce mycia ręcznego.
    Ale muszę przyznać ze po tym co przeczytałam zmywarka kusi coraz bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo ten wpis jest adresowany przede wszystkim dla osób, które zmywarki nie posiadają.
      Nabywając zmywarkę byłam ciekawa czy i jak zmieni się moja codzienność w kuchni, czy rzeczywiście będę miała więcej czasu. Odpowiedź jest jedna -TAAAAK! Dołączam zatem do grona osób, które twierdzą, że nie wyobrażają sobie życia bez zmywarki.
      Każdemu, kto tylko może sobie na nią pozwolić (miejsce, koszt) zdecydowanie polecam. Pozdrawiam i dziękuję za odzew :-)

      Usuń
  2. Świetny wywiad :) Cóż, nie ukrywam, że nakłania do zaopatrzenia się w ten luksus, a sposoby na oszczędzanie bardzo kuszą! Świetnie to rozpracowałać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Już myślałam, że jestem jedyną osobą, która nie ma zmywarki ;-P W takim razie ten wpis może się komuś przydać. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja jestem takim dinozaurem bez zmywarki, ale tekst przeczytałam, bo fajny. Urzekła mnie Bożenki historia :) Też lubię sobie długo i rzetelnie uzasadniać potrzebę nabycia czegokolwiek nowego. Zmywać nie cierpię dopiero odkąd zamieszkaliśmy w lesie. Bo tu nie ma ciepłej wody "w ścianie", tylko trzeba w piecu napalić (a latem to od pieca człowieka odrzuca, jak dziecko Rosemary od święconej wody), albo w garze nagrzać. Mam więc dwa duże talerze, dwa średnie i dwa małe, pięć łyżeczek, dwie łyżki i cztery widelce. Jedną szklankę do odmierzania wody, jeden kubek do kawy i dwa do herbaty. Wszystko odliczone jak w wojsku :D Nawet nie wiem, gdzie jest reszta naczyń - spora część naszych gratów stoi nierozpakowana od czterech lat. A argumentem koronnym przeciwko zmywarce jest... mój mąż. Bo - powiada on - kto by musiał tego grata naprawiać, gdy się zepsuje po upływie gwarancji? A że już i tak naprawia stuletnią pralkę, hydrofor, samochód, koło od taczki i piłę do drewna, wszelkie zamki, skobelki i trzonki od narzędzi, to zmywarkę mu litościwie odpuszczę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Moherowa zapomniala zadac jednego waznego pytania:
    jaki wplyw na nasze zdrowie maja te silne (jak sama przyznajesz) detergenty stosowane w zmywarkach?

    (Ja bez zmywarki nie wyobrazam sobie juz zycia. Ale... naczynia przed wlozeniem do zmywarki raczej dosc dokladnie oczyszczam w zimnej wodzie, detergent, w najmniejszych mozliwych ilosciach, daje tylko do mycia wstepnego (dzieki temu mycie glowne jest juz plukaniem) i nie stosuje zadnych nablyszczaczy itp do plukania

    Tekst zabawny jak czesto u Ciebie
    Pozdr
    A

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, doceniam zmywarki i to od dawna - ale niestety tylko u innych. Kuchnię mam absolutnie za małą, żadna Bożenka by nie chciała w niej pracować, bo by musiała to robić stojąc jakiejś innej osobie na głowie. Nie powiem, że Frani, ale coś w tym rodzaju
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zmywarkę prawie 10 lat tfu,tfu...chodzi (Siemens) a jakże ale zmywanie jak u Ciebie 2 razy w tygodniu,częściej jak przyjadą dzieci z rodzinami ;) A było tak,że wkoło wszyscy w rodzinie no prawie wszyscy mieli zmywarki to mi się też zachciało szczególnie jak moje dzieci(dorosłe) po posiłkach wycierały buźki np. w święta a zmywanie zostawiali mamusi i tatusiowi.
    Latem w czas upałów jest czasem smrodek ale na co dzień nigdy nie zamykam klapy jest niedomknięta a w koszyku mam dwa plastry cytryny,z którymi załączam cykl zmywania.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny wywiad, dużo się dowiedziałem o zmywarkach, Oby tak dalej pozdrawiam !
    PensjonatGaborek

    OdpowiedzUsuń
  8. Znowu ja. Wpadłam zobaczyć, czy masz dla nas coś nowego :) Ale skoro jesteśmy przy Bożence, to czy mogę na jej cześć tym samym imieniem nazwać moją rogatą kozę? Bo tak samo sumiennie czyści wszystkie miski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gazelę chcesz nazwać Bożenką? Spoko! :-) Niechaj Ci dobrze służy, tylko koniecznie włącz jej opcję płukania :-P

      Usuń
  9. No bo widzisz, taka z niej zwiewna gazela, jak z opancerzonej ciężarówki trznadel. Opcja płukania jest, tylko trzeba ręcznie miskę przestawić. Po prostu inny model :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobry, przydatny tekst :) Kilka dni temu z moimi rodzicami kupiłam zmywarkę. Mam nadzieję że będzie dobrze służyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz, od tej pory wasze życie się zmieni :-) Jeszcze trochę, a będziesz rozważać czy ZDECYDOWAĆ się na ręczne umycie czegokolwiek. Pozdrawiam

      Usuń
  11. Przestawienie się ze zmywania ręcznego w zlewozmywaku 2-komorowym z ociekaczem na zmywarkę w moim przypadku dało:
    - 50 cm dodatkowego blatu roboczego - zlewozmywak 1-komorowy z małym ociekaczem przy zmywarce w zupełności wystarcza.
    - prawie 60 cm szafek wiszących - w miejsce potrzebne do wygodnego zmywania i powieszenie suszarki do naczyń.
    - porządek po posiłkach - naczynia przy odrobinie samoorganizacji od razu trafiają do zmywarki i nie gromadzą się w zlewozmywaku i jego okolicach, szczególnie po śniadaniu kiedy nie ma czasu na zmywanie.
    - naprawdę spore oszczędności - sądzę iż po niespełna 2 latach od zakupu koszty się zwróciły - w naszym wypadku podgrzewanie wody termą gazową, które biorąc pod uwagę ilośc wody potrzebnej do ręcznego mycia były kilkukrotnie wyższe niż to co potrzebuje zmywarka podczas pracy.
    - znacznie czystsze naczynia - po pierwszych myciach w zmywarce odkrywaliśmy, że ręczne mycie jednak nie jest aż tak dokładne jak nam się wydawało ;-). A to czy na naczyniach pozostają ślady i zacieki, to jest przeważnie kwestia prawidłowego ustawienia zmywarki i doboru środków - tak było przynajmniej w naszym przypadku.
    - dodatkowy czas na życie - kilkanaście minut dziennie, a cieszy. Kilkanaście bo jednak trzeba zapakować, włączyć, rozpakować i od czasu do czasu przeczyścić zmywarkę, jednak w stosunku do stania przy zlewozmywaku to czysta przyjemność.
    - skończyły się moje problemy ze skórą rąk - jakoś nigdy nie potrafiłem zmywać w rękawiczkach.
    W moim przypadku - 4 osoby w rodzinie - wąska zmywarka daje radę i z perspektywy czasu nie żałujemy decyzji o jej zakupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tę obszerną wypowiedź - zatem cbdo :-)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Gratuluję... nowego członka rodziny :-D

      Usuń
  13. Tak się składa że mam akurat taką samą zmywareczkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. fajne, zdjęcie, jakby ze złota zrobiona

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też używam zmywarki. Generalnie koszty wody nie są takie straszne jak myślałam. To smao z tabletkami. Zamawiam na superkoszyk tabletki finish powerball classic. Są całkiem dobre jak na możliwości mojego starego myjącego pudła.

    OdpowiedzUsuń
  16. No Ty to potrafisz sypać słusznymi argumentami. Najlepiej by było ten post wydrukować, nakleić na słoiku-skarbonce i co dnia czytać. Gwarancja że zaoszczędzimy na zakup zmywarki szybciej niż bank udzieli kredytu. Sama zmywarki nie posiadam (na razie). Zawsze w rozmowach na temat czy warto ją mieć tłumaczyłam że lubię zmywać-bo akurat lubię a z zakupem poczekam aż owo ustrojstwo nauczy się umyte naczynia chować samo do szafek- tego akurat nie lubię. Kocham też mój zlewozmywak 120 cm długości z dwoma komorami i osuszaczem w kolorze inox, który służy mi już ponad 20 lat (i jest nie do zdarcia) Jeśli więc dojdzie do zakupu zmywarki wspomniany zlewozmywak nie powędruje do piwnicy ani na złom. Pozwolę mu dalej zamieszkiwać w kuchni. :) Nie zastanawiałam się dotychczas nad zakupem zmywarki bo jakoś ciężko było mi obliczyć ile razy w ciągu tygodnia pomoże mi zmywać. W zasadzie to jestem sama, choć mieszka ze mną 2 synów i rożnie to bywa ze zmywaniem. W zasadzie każdy ma zmywać po sobie, nie zawsze wspólnie jadamy posiłki (różne godziny pracy i zajęć), nie zawsze gotuje się dla wszystkich domowników bo któryś z synów je "na mieście" albo u dziewczyny, Ale jeśli zmywarka da radę umyć tygodniowe gary to Twoje argumenty mnie przekonały. Stówka do skarbonki co miesiąc ..i na Boże Narodzenie będzie prezencik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Ty i Twoi synowie naprawdę uwielbiacie zmywać, to zmywarka się nie przyda. Jednak spróbuj zliczyć minuty, które poświęcacie na tę czynność każdego dnia, tygodnia itd. O wodzie i prądzie nie wspomnę. Jeśli jednak brakuje Ci na coś czasu, to może zmywarka trochę Ci go użyczy :-) Pozdrawiam

      Usuń
  17. Jak już wspomniałam Twoje argumenty mnie przekonały że zmywarka w kuchni naprawdę się przyda.. Fakt,że lubię zmywać,ale są rzeczy które lubię bardziej od zmywania. To to samo jak kiedyś było z pralką do prania typu "Frania". Oj pamiętam te czasy z dzieciństwa a potem z moich młodych lat jak sama takowe pranie robiłam. Moja mama musiała nagrzać wody najpierw, ja miałam już lżej bo wystarczyło w kuchni napalić w piecu z podkową.Potem było czuwanie nad pralką - pranie, wyżymanie,i znowu płukanie i wyżymanie. Dziś te czynności już nas nie obchodzą bo automat robi to sam ( a my możemy zająć się czymś innym). Tak samo jest ze zmywarką można włożyć naczynia , włączyć i spokojnie zająć się czymś innym, wyjść z domu na ogródek, pójść do pracy, a po powrocie tylko opróżnić urządzenie tak jak automat z prania. Naprawdę przekonały mnie Twoje argumenty co do posiadania zmywarki. Talerzy, sztućców i szklanek mam na tyle,że nie zabraknie czystych. Tak samo jak u Ciebie czekają ( chyba na koniec świata ) pochowane w szafkach.Miejsce w kuchni też jest (kuchnia 4x4 metry) Najlepsze,że w kuchni nikt nie je bo synowie preferują posiłki w towarzystwie telewizora :) A że czeka mnie w tym roku remont kuchni czyli położenie kafelek na podłodze to przy okazji podłączy się zmywarkę i przestawi kilka szafek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem na blogu po raz pierwszy i już żałuję, żenie było mnie tu wcześniej. Szukałam przepisu na wątróbkę,jeszcze go nie wypróbowałam, bo zaczęłam czytać bloga i przepadłam...

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubie poczytywać Twojego bloga, tekst o zmywarce b.fajny :). ehh tylko szkoda, że ostatnio nowych wpisów jak na lekarstwo...

    OdpowiedzUsuń