niedziela, 28 lutego 2016
Posadzić jajecznicę. Wyborną!
Temat trywialny - jak usmażyć wyborną jajecznicę albo jaja sadzone? Wydaje mi się, że każdy wie, jak to zrobić, a jednak... Jajecznica, tudzież jaja sadzone w moim wykonaniu, nie wiedzieć czemu, są niepowtarzalne (i smakują bosko!) - tak twierdzą ci, którzy ich skosztowali.
Na wszelki wypadek zapoznałam się z kilkoma (nie wszystkimi!), dostępnymi w sieci "przepisami" na ten temat, zastanawiając się nad tym, czy mniej lub bardziej świadomie stosuję jakąś technologię, dzięki której moja jajecznica czy jaja sadzone są takie smaczne ;-)
Nim przejdę do rzeczy, powiem jeszcze jaką jajecznicę/jaja sadzone lubię i robię, wszak każdy ma inne upodobania.
Moja jajecznica musi być pulchna i wilgotna (nieprzypalona i niewysuszona!), całe białko ma być ścięte (żadnej galarety), a żółtko ścięte ledwo ledwo. Ma być zwarta i wyglądać apetycznie - żadnej wydzielającej się cieczy.
A jajo sadzone? Białko całkowicie ścięte, ale żadnych przypalonych brzegów(!), natomiast żółtko powinno pozostać płynne.
Jedno i drugie najbardziej lubię ze szczypiorkiem (np. na śniadanie), może być jednak z dodatkiem smażonych pieczarek lub niewielką ilością szynki (plasterek pokrojony w słupki) - jako część obiadu.
niedziela, 11 października 2015
Post okiełzany
Skoro wiadomo już jak zniwelować zbędne odstępy między akapitami tekstu, wypunktowanymi wierszami czy zdjęciami w poście, w tym również odstęp po wstawieniu dzielenia (zwijania) dalszej części wpisu (wszystko omówiłam tutaj), spróbuję wyjaśnić inne problemy, które zasygnalizowałam:
- Zdjęcia (lub ich część) nie wyświetlają się w widoku Lightbox, chociaż wybrałaś/eś tę opcję.
- Dostajesz szału, gdy opublikowany post pojawia się na Liście czytelniczej Twoich obserwatorów oraz na (ewentualnych) innych blogach z wielogodzinnym opóźnieniem.
niedziela, 21 czerwca 2015
Masło klarowane - zrób to sam
Od dłuższego czasu cena masła jest stosunkowo niska. Masło ekstra można kupić nawet za mniej niż 3 zł za 200 g, czyli 14-15 złociszy za kg. Z kolei cena masła klarowanego utrzymuje się na poziomie minimum 25 do 36 zł za kg, w zależności od sklepu i gabarytu wiaderka.
Wzięłam sobie do serca Wasze komentarze na temat margaryny (że jest "be") i często całkowicie lub przynajmniej częściowo zastępuję ją masłem klarowanym oraz nieco większym dodatkiem oleju rzepakowego, który jak najbardziej do smażenia się nadaje.
Ale wracam do masła klarowanego. Chyba każdy kojarzy producenta, który hojnie raczy nas wiaderkami owego specjału. Tak sobie myślę, że po wykorzystaniu, rzeczone wiaderka można by przetopić na sztabki złota - bo z jakiegoż innego powodu masło klarowane, będące wcześniej masłem ekstra po przetopieniu staje się tak drogocenne? ZUS, KRUS, VAT, PZU i kilometrówki zostały wliczone już przecież w każdą kostkę masła, czyż nie? Zatem sekret tkwić musi w wiaderku ;-P .
Kilka razy kupiłam owo masło klarowane preferując opakowania kilogramowe, bo w nich kilogram masła wychodził najtaniej. Jednakowoż, gdy pewnego razu sterowany przeze mnie zdalnie Kochanie nabył wiaderko masła po okazyjnej cenie 19,99 zł (w promocji!!) - wnerwiłam się ujrzawszy rzeczone masło.
niedziela, 31 maja 2015
Obiad z niczego. Teoretycznie
Nie uważacie, że gotujący facet to nadal egzotyka? Taki na przykład Karol O. lub Robert M. serwujący nam na ekranach TV wymyślne dania w malowniczych okolicznościach przyrody. Czegóż to oni już nie wyczarowali wykorzystując oddziaływanie bodźców wzrokowych? Nieco bliżej ziemi, bo w kuchni, gotuje Ewa W., ale gdy widzę te nieprzebrane ilości zmyślnych słoiczków, miarek i przyborów, do tego niekończącą się listę składników wymagających często a/ skombinowania ich w ramach ekstra zakupów, b/ spreparowania tychże (obróbka, przyprawy, czas na odstawienie do lodówki na "minimum 30 minut" - szybko otrząsam się ze stanu hipnozy i wracam do swojskiej rzeczywistości.
Czyż nie jest to jawna, dziejowa niesprawiedliwość (przecież gotują zwykle kobiety!), że przygotowanie obiadu zajmuje 10-20 razy więcej czasu niż jego spożycie??? Ja rozumiem, że obiad można pichcić przez trzy godziny, ale tylko w sytuacji, gdy w ciągu następnych trzech dni odbiję sobie ten czas nie gotując wcale, w sensie, że będzie to potrawa, którą (z apetytem) zdzierżę nie użalając się, że już mi się znudziła, bo wrażliwa jestem akurat na jednostajność menu.
Co w związku z tym robię ja?
sobota, 28 lutego 2015
Blogger w krzaczorach
Prowadzę trzy blogi więc jestem blogerem, a nawet blogerką. Jednym z nich jest fotoblog, sensem którego jest prezentowanie zdjęć. By mieć co pokazywać na fotoblogu, wpierw owe zdjęcia muszę zrobić. Gdy przyjeżdżamy do Mojego Lasu, zwykle zaczynamy od powitalnej kawki z obowiązkowym ciachem. Następnie zbieram manatki (torba na ramię, a w niej aparat, butelka wody, telefon itp.itd.) i odmeldowuję z obozowiska się mówiąc: "To idę w krzaczory" i... przepadam na jakieś dwie lub trzy godziny.
Dziś jednak nie o takich krzakach będzie mowa.
Jeśli prowadzisz blog i masz (miewasz) następujące problemy z wyglądem swoich postów (wpisów) na blogu, jak:
- Niepożądane odstępy w tekście czy między zdjęciami, które "normalnie" nie dają się usunąć,
- Zbyt duży odstęp w tekście lub między zdjęciami po wstawieniu opcji zwijania tekstu,
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Glut Aminian przed sądem
W związku z wniesionym pozwem zbiorowym przez liczną grupę Mniej Lub Bardziej Anonimowych Przeciwników, w dniu dzisiejszym odbędzie się rozprawa sądowa, którą poprowadzi sędzia Anna Maria W. Oskarżonym o dopuszczanie się niecnych czynów jest niejaki Glut Aminian z rodu Sodu.
- Oskarżony, proszę się przedstawić i powiedzieć nam ile pan ma lat i czym się zajmuje.
- Proszę wysokiego sądu, nazywam się Glutaminian Sodu. Nikt nie chce się przyznać, że mnie lubi. Pewnie to przez tego GLUTA, ale co ja za to mogę, że mnie tak nazwano?
- Ile pan ma lat? Proszę też podać imiona rodziców.
- Jako Glutaminian Sodu urodziłem się w 1908 roku. Moim ojcem jest Kikunae Ikeda, z zawodu chemik. Mojej matki, Listownicy Japońskiej nie pamiętam, ale ojciec ciągle o niej mówił "wodorost", albo "kombu". Pocieszał mnie jednak, że odziedziczyłem po matce wszystko co najlepsze, i że mama nie jest nam już potrzebna, no i, że dam sobie w życiu radę. Tatko w swoim laboratorium mówił o mnie Sól Sodowa Kwasu Glutaminowego.
- Zatem ma pan ponad sto lat i, jak widać, jest pan w doskonałej kondycji. Czym się pan zajmuje?
- Proszę wysokiego sądu! Doprawdy nie wiem co ja tu robię, dlaczego jestem oskarżany o tyle zła i to przez ludzi, którzy tak naprawdę bardzo mnie lubią i na co dzień korzystają z mojej pomocy.
poniedziałek, 24 listopada 2014
Rzecz o warzeniu kiszonej kapusty
Jesienią i zimą, gdy jest już zimno i paskudnie, a nam brakuje energii, kapusta kiszona aż prosi się o to, by ugotować ją jako dodatek do obiadu (np. kapusta zasmażana, kapusta z pieczarkami, kapuśniak - zupa) czy samodzielne danie, czyli bigos. Oczywiście, surowa też jest bardzo smaczna i zdrowa, pełna witamin, potasu, wapnia i fosforu oraz naturalnych przeciwutleniaczy i bakterii pożytecznych dla naszego układu pokarmowego. Polana niewielką ilością oliwy czy oleju (dla złagodzenia kwaśnego smaku i lepszego przyswajania witamin) jest świetnym i błyskawicznym w przyrządzeniu dodatkiem do np. ryby z ziemniakami. Jednak dla wrażliwych żołądków surówka z kapusty kiszonej może być sporym wyzwaniem ze względu na niskie pH (czyli kwaśność).
By skrócić rozważania na temat czy zdrowsza jest kapusta surowa czy gotowana, proponuję odwołanie się do swej intuicji poprzez wizualizację surówki a następnie kapusty ugotowanej i... przygotowanie tego co podpowie nam (w danym momencie!) niezwykle czuły instrument jakim jest nasz organizm - "ślinotok powizualizacyjny" powinien być wskazówką wartą wzięcia pod uwagę :-D . Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli mam na coś wielką ochotę, odczuwam ogromny apetyt, to znaczy, że właśnie tego potrzebuję. Innymi słowy, nie dam się katować wymyślnymi dietami, które tworzą... inni ludzie. Nie znoszę też jednostajności. Rozmaitość jedzenia jest akurat atutem, który pozwala najlepiej uzupełniać ewentualne niedobory jadłospisu.
Dodam jeszcze, że kapusta uchodzi za najzdrowszą jarzynę, nie mającą sobie równych pod względem właściwości leczniczych (i profilaktycznych) i nawet poddane obróbce termicznej zachowuje ich sporo. Na końcu wpisu podaję kilka linków dotyczących właściwości tej jarzyny (spożywanej na surowo) tudzież tego warzywa, spożywanego po akcie warzenia.
Zatem, jeśli Twoja wizualizacja wskazuje na kapustę gotowaną - możesz czytać dalej :-)
wtorek, 30 września 2014
Bal u króla, czyli co Cię ubiera?
Wkrótce nadejdzie Twój wielki dzień! Właśnie otrzymałaś zaproszenie na królewski bal. Panny niezamężne mogą liczyć na rękę następcy tronu, mężatki też się cieszą, bo zaszczyt to wielki - będzie okazja do nawiązania lub odnowienia znajomości w sferach, a przynajmniej do prezentacji w pełnej krasie (czytaj: niechaj wszystkie spuchną z zazdrości).
Pytanie kluczowe - w co się ubrać? Oczywista konsternacja i jęk zgrozy w stylu "Nie mam co na siebie włożyć!!"-
Ale nie martw się! Król w swej dobroci i szczodrobliwości każdej zaproszonej pannie i niewieście oferuje pokaźną sumkę na skompletowanie odpowiedniego stroju. Zatem nie musisz przejmować się kosztami, możesz wybierać, przebierać! Tylko jak to sensownie zrobić?
Opcja pierwsza: błyszczeć, błyszczeć, oślepić wszystkie inne, olśnić królewicza!
Jaką suknię wybierzesz spośród dwóch identycznych - złotą czy srebrną? Odpowiedz bez zastanawiania.
Opcja druga: uwieść, olśnić, ale bielą! A jaki odcień bieli byś wybrała: śnieżnobiały, mleczny, ecru czy kość słoniową? Który z nich najbardziej Tobie by odpowiadał, pasował?
A może czerwień? W takim razie - w jakim odcieniu? Czystym i żywym; nieco spokojniejszym, jakby spłowiałym, wpadającym w malinowy, czy może w odcieniu ceglastym lub rudawym?
Wolisz błękitny, ale jaki odcień? Lodowaty (czysty), bardziej pastelowy, czy może ten bardziej stalowy, albo raczej morski?
A w ogóle to jakie kolory lubisz? Zimne, mocne i czyste? Czyste, ale nieco spłowiałe? A może wolisz kolory ciepłe, złamane, kolory ziemi?
czwartek, 14 sierpnia 2014
Wywiadówka u Bożenki - o przymiotach zmywarki
Pamiętacie historyjkę sprzed dwóch czy trzech lat, ponoć autentyczną, która obiegła niemal cały świat? Otóż nauczycielka w amerykańskiej szkole podniosła larum z powodu kilkuletniego dziecka, które nie przyniosło ze sobą śniadania. Wszczęte dochodzenie na wyższym szczeblu (kontakt z rodzicami) wykazało, że tego dnia akurat wszyscy trochę zaspali i wyprawiając dziecko do szkoły, rodzice nie zdążyli umyć pojemnika na śniadanie swego potomka w zmywarce. Na ręczne umycie śniadaniówki rodzice się NIE ZDECYDOWALI...
Kiedy to usłyszałam w radiu zaśmiałam się z niedowierzaniem (jak można nie umyć pojemnika w zlewie???), ale odkąd mam zmywarkę, zwrot ZDECYDOWAŁAM się umyć coś tam wszedł do stałego użytku :-P . Obecnie więc DECYDUJĘ się umyć np. drewnianą łyżkę, którą za chwilę będę potrzebować, opłuczę talerzyk oprószony okruchami chleba czy biszkoptów, a nawet umyję garnek, taki wiecie, tylko trochę brudny - wystarczy przetrzeć myjką z płynem i opłukać. Wolę umyć jeden garnek, który zająłby dużo miejsca w zmywarce niż stos tłustych talerzy i pęk sztućców.
Zakontraktowanie Bożenki okazało się strzałem w dziesiątkę. Minął już ponad rok odkąd zamieszkała w mojej kuchni, czas więc na wywiadówkę z lekkim psychologicznym akcentem (jak zmywarka wpłynęła na me psyche. Zaznaczam, że wcześniej nie posiadałam takiego przybytku).
środa, 23 lipca 2014
Pekińskie gołąbki - znaczy szybkie
Dziecięciem będąc nie przepadałam za gołąbkami, głównie za sprawą kapusty, której to liści (grubych, włóknistych nerwów) zgryźć nie mogłam. Nie cierpiałam też grożącej rozbryzgami szamotaniny z nitką, którą obwiązany był każdy gołąbek, by nie rozpadł się w czasie gotowania. Jednak sam smak gołąbków (mielonego mięsa z dodatkiem ryżu oraz delikatnej (czytaj: należycie ugotowanej) kapusty bardzo mi odpowiadał. Jeśli chodzi o moją samodzielną już, kuchenną "karierę", realizacja przedsięwzięcia pt. "Gołąbki w kapuście" ograniczała się do pojedynczych zrywów w ciągu... dekady. Dlaczego?
Problem pojawiał się na samym początku - z kapustą. Żeby ze "zwykłej" kapusty wyszły gołąbki, głowa musi być dość duża. Teoretycznie (wg przepisu) powinna być to główka kapusty o wadze półtora kilo. Nigdy takiej nie udało mi się kupić - zawsze miała ze dwa albo więcej. Jak większa - to znów był problem z jej średnicą (by zmieściła się go gara celem sparzenia liści we wrzątku). Wycięcie głąba to kolejne wyzwanie (trzeba uważać na tętnice ;-P ), konieczne jednak, by w miarę bez uszczerbku odejmować liście (tak i tak niejeden się przerwał). Oj, nie będę już dalej ciągnąć tej historii, dodam tylko, że łatwiej szło z kapustą włoską niż białą (zwaną cukrową).
Drugi problem polegał na tym - przez ile dni można chcieć jeść gołąbki?? No, jak się zrobiło z dwóch kilo kapusty, to ze cztery dni. Nawet najlepsza potrawa może obrzydnąć w dniu czwartym.
Trzeci problem związany był z pacholętami, które nadzienie gołąbków, owszem, przełknęły (z ziemniakami i sosem), ale kapustę skwapliwie... oddawały. Na co więc potrzebny był mój wysiłek?
czwartek, 3 lipca 2014
eDodatki?? A, wodotryski!
Nie pojmuję jak to możliwe, że będąc raczej na bakier z techniką, jestem w stanie komukolwiek pomóc, doradzić w kwestii blogowych gadżetów. A jednak! Co jakiś czas ktoś informuje mnie w komentarzu pod którymś z wpisów z działu "Blogowe wodotryski", że właśnie (dzięki moim poradom) niemal odkrył Amerykę, czyli wstawił wymarzony gadżet na swoją stronę. Rozmyślając nad tym faktem przez chwilę (bo myślę szybko ;-P ) doszłam do wniosku, że to nic innego, jeno moje nadzwyczajne zdolności do udzielania instruktażu metodą łopatologiczną sprzyjają pomyślnym instalacjom gadżetów/widżetów, których przecież nie tworzę. Wynajduję je tylko, dumam nad nimi i ewentualnie (choć często) rozgryzam niepojęte słownictwo zawarte w mądrych instrukcjach dotyczących instalacji na blogu, no i próbuję do skutku.
Pomyślałby kto, że te wszystkie te gadżety są dla asów programowania, a humaniści (np. laicy prowadzący blogi) niech się bujają.
Tym razem polecę Wam i omówię kilka gadżetów, których instalacja jest banalnie prosta. Nie wiem jednak, czy uważacie je za niepotrzebne, nieatrakcyjne i dlatego ich nie macie, czy też o nich nie wiecie?
Przez odejmowanie (i na logikę rzecz biorąc) niniejszy post może zainteresować tych, którzy chcom mieć gadżet na swoim blogu/stronie, a nie wiedzom, że takie som ;-P
piątek, 2 maja 2014
Szaszłyk drobiowy z grilla
Szaszłyk z piersi indyka lub kurczaka ? Jak najbardziej!
Przygotowanie szaszłyków, porównując do karkówki, boczku czy kiełbasek z grilla, wymaga znacznie większego nakładu pracy i czasu i nie jednego, a kilku składników. Mięso na szaszłyk pewnie może być różnego rodzaju, ale my "praktykujemy" albo szynkę lub schab wieprzowy, albo piersi indyka/kurczaka. Do tego boczek świeży, cebula oraz przyprawy.
Co do mięsa drobiowego - owszem, jest delikatniejsze (zawiera więcej wody) i zdawać by się mogło, że nie bardzo nadaje się na ruszt. Zapewniam jednak, że można je zastosować z pełnym powodzeniem zamiast schabu czy karkówki. Aby zapobiec przedwczesnemu upieczeniu się mięsa drobiowego, po prostu kroję je na większe (grubsze) kawałki, natomiast boczek i cebulę na cienkie plasterki.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Odmienić poduchę
Pewnie patrzysz z politowaniem na zdjęcie powyżej i zastanawiasz się - CO to ma być? Już mówię.
W zamierzeniu miała być to poducha do postawienia na podłodze, akurat. Na przykład przy drzwiach balkonowych, gdy zimą wiało. Co prawda miała nieco BARDZIEJ przypominać/sugerować torbę plażową, ale trudno - tak to bywa z prototypami - wyszła siata :-P Niemniej, a może właśnie dlatego, że wygląda jak wygląda - jak najbardziej sugeruje, że jej miejsce jest na podłodze.
Oj, nie ma sensu opisywać co dokładnie mnie natchnęło - stało się i już! Miałam niepotrzebną poduszkę, na której nikt nie chciał spać, a wyrzucić żal. Do tego natknęłam się na jakieś bluzeczki i wdzianka, na których nikt dotąd się nie poznał. Zestawione razem jako barwne plamy prezentowały się obiecująco, więc na hurra wzięłam się za krojenie i szycie, z projektem jedynie w myślach.
Tak więc powstała poszewka na poduszkę, nad której urodą niekoniecznie warto dyskutować, natomiast istnieje cień powodu tłumaczącego dzisiejszą o niej wzmiankę (pomijając fakt, że swoje zadanie stróżowania na podłodze pełniła znakomicie - nikomu nie przyszło do głowy pytanie: a czemu ta poduszka leży/stoi na podłodze??).
wtorek, 1 kwietnia 2014
Nadchodzi era autofryzjera
W dużym mieście przy ruchliwym rondzie automyjnia zawsze ma wzięcie. Kolejka zwykle nie jest długa, bo cała operacja mycia, spłukiwania i ewentualnego woskowania samochodu trwa nie dłużej niż 10-15 minut. I właśnie w takim miejscu, przy automyjni powstał autofryzjer. Nie, nie chodzi o postrzyżyny samochodu, lecz kierowcy. Oto w tym samym czasie, w którym ten rozstaje się ze swym pupilem, oczkiem w głowie - czasie koniecznym na przywrócenie mu właściwego blasku, a czasem i kolorytu, ów kierowca również ma szansę odświeżyć swą... koafiurę. W dziesięć minut? Każdy powie, że to niemożliwe, a jednak.
Strzyżenie przebiega w sposób automatyczny i dość oryginalny. Całe urządzenie to niewielka kabina wyposażona w wygodny fotel, wieszaczek na odzienie wierzchnie, dużą bańkę, w której mieści się owłosiona część głowy oraz programator służący do wyboru opcji fryzury. Opcji jest jak dotąd chyba cztery, ale programator jest przewidziany w niedalekiej przyszłości na kilkanaście fryzur. Miła kasjerka automyjni, gdy tylko wyraziłam swoje zainteresowanie owym ustrojstwem fryzjerskim, z chęcią i obszernie wyjawiła mi tajniki jego działania.
Dodatkowo, ponieważ obowiązuje oferta promocyjna i skorzystanie z autofryzjera jest możliwe za bagatela 12 zł bez 1 grosza (do 6 kwietnia włącznie), zdecydowałam się zaryzykować. A dlaczego? Nim opowiem na czym to wszystko polegało, wyjaśnię jeszcze, że kierowałam się następującymi przesłankami: przekonujący opis skutecznego działania, cena oraz wystarczająco odległy termin świąt (w razie czego - zakładałam - włosy jako tako odrosną). Wrażenia z tego przeżycia były dość osobliwe, ale wynikało to raczej z oryginalnej, niestosowanej dotąd techniki owego strzyżenia, a efekt okazał się więcej niż zadowalający. Poza tym, wg zapewnień (gwarancji!!) miłej kasjerki, operacja miała zamknąć się w czasie nie dłuższym, niż mój samochód zostanie obtarty z ostatniej kropli wody. Gdyby potrwało to, choćby o 61 sekund dłużej, opłata za usługę autofryzjera AUTOmatycznie spadłaby o 50%.
Strzyżenie przebiega w sposób automatyczny i dość oryginalny. Całe urządzenie to niewielka kabina wyposażona w wygodny fotel, wieszaczek na odzienie wierzchnie, dużą bańkę, w której mieści się owłosiona część głowy oraz programator służący do wyboru opcji fryzury. Opcji jest jak dotąd chyba cztery, ale programator jest przewidziany w niedalekiej przyszłości na kilkanaście fryzur. Miła kasjerka automyjni, gdy tylko wyraziłam swoje zainteresowanie owym ustrojstwem fryzjerskim, z chęcią i obszernie wyjawiła mi tajniki jego działania.
Dodatkowo, ponieważ obowiązuje oferta promocyjna i skorzystanie z autofryzjera jest możliwe za bagatela 12 zł bez 1 grosza (do 6 kwietnia włącznie), zdecydowałam się zaryzykować. A dlaczego? Nim opowiem na czym to wszystko polegało, wyjaśnię jeszcze, że kierowałam się następującymi przesłankami: przekonujący opis skutecznego działania, cena oraz wystarczająco odległy termin świąt (w razie czego - zakładałam - włosy jako tako odrosną). Wrażenia z tego przeżycia były dość osobliwe, ale wynikało to raczej z oryginalnej, niestosowanej dotąd techniki owego strzyżenia, a efekt okazał się więcej niż zadowalający. Poza tym, wg zapewnień (gwarancji!!) miłej kasjerki, operacja miała zamknąć się w czasie nie dłuższym, niż mój samochód zostanie obtarty z ostatniej kropli wody. Gdyby potrwało to, choćby o 61 sekund dłużej, opłata za usługę autofryzjera AUTOmatycznie spadłaby o 50%.
poniedziałek, 24 marca 2014
Boczek duszony i ten sos!
Co powiesz na choćby namiastkę, ale jakże smakowitą, wędliny domowej roboty? No, to też niezupełnie wędlina (bo ze świeżego boczku - duszonego, nie wędzonego) - jak zwał tak zwał - obkład do chleba własnej roboty, którego produktem ubocznym jest doskonały sos na obiad. W tym wypadku, obiad będzie raczej daniem bezmięsnym, ale smak i aromat sosu wynagradza tę "niedogodność". Za to na śniadanie czy kolację - okład do chleba: rolada z duszonego boczku. Mniam!
Przepis łatwy i szybki w realizacji dedykuję wyłącznie tym, którzy 1/ nie boją się odrobiny(!) tłuszczu, 2/ stosują dietę Kwaśniewskiego ("smalec gęsi wypij duszkiem") lub 3/ zechcą spróbować czegoś dobrego. W końcu coś takiego robię raz w roku, ale sosu wystarcza na 3 dni.
Do przygotowania owego specjału potrzebny jest boczek świeży i piękny, znaczy się chudy, mięsny. Oraz przyprawy, cebula i woda, no i trochę tłuszczu do obsmażenia.
Sposób przygotowania rolady z boczku świeżego (oraz sosu):
czwartek, 20 marca 2014
Sprzątanie - często, czasami i zawsze
Sprzątanie nie wydaje się aż takim okropnym zajęciem, gdy mamy świadomość, że nie wszystkie domowe sprzęty i zakamarki wymagają każdorazowego pucowania, mycia, odkurzania, dezynfekowania i czego tam jeszcze. Owszem, pewne miejsca muszą być stale utrzymywane w czystości i porządku (np. kuchenny blat), ale wiele miejsc w naszym domu wystarczy ogarnąć raz w tygodniu albo jeszcze rzadziej. Dziś, nadal inspirowana treścią książki "Svabba - sprzątanie", postaram się ująć temat sprzątania (miejscowego) w wymiarze czasowym (częstotliwości).
Zasada "Zawsze lepiej sprzątać po trochu i często, niż dużo i rzadko" brzmi dość przyjaźnie, prawda? Gdyby jeszcze zwrócić uwagę na taką prawidłowość, że świeże plamy, zabrudzenia usuwa się szybciej niż niż stare, zaschnięte, to znów zrobimy krok do przodu. Na przykład kuchenka - gdy coś wykipi, chlapnie, zatłuści - szybciej usuniesz zabrudzenia "za świeżego prawa", od razu, póki płyta jest jeszcze ciepła. Plama z obrusu czy odzieży szybko zamoczona, choćby w wodzie, niejednokrotnie zejdzie od razu. Wiele zadań można wykonać szybko, jeśli zostaną ogarnięte... na bieżąco.
Sprzątanie można ułatwić sobie, gdy podzielimy je na trzy kategorie: zawsze, często i czasami. Brzmi to całkiem zachęcająco, ponieważ oznacza, że nie wszystkim trzeba zajmować się za każdym razem.
poniedziałek, 17 marca 2014
Tradycyjna sałatka jarzynowa
Przygotowanie tradycyjnej sałatki jarzynowej wymaga więcej składników (a więc i krojenia), niż dotychczas zaprezentowane, które przygotowuję naprzemiennie od czasu do czasu. Niemniej w końcu nadchodzi taki moment, gdy czuję, że bez tradycyjnej sałatki jarzynowej (na bazie włoszczyzny) po prostu dłużej się nie obejdzie. To bardzo sprzyjająca okoliczność, owo niezachwiane przekonanie i determinacja, gdyż w takich chwilach poświęcony czas i wysiłek w ogóle się nie liczą. Ba, wówczas można się przekonać, że bardziej paraliżująca była myśl o gotowaniu tych wszystkich warzyw (zapaszek), studzeniu, krojeniu i doprawianiu. W gruncie rzeczy to nic takiego, owszem, trochę dłużej trwa, ale przecież można się zorganizować :-) .
A więc do dzieła!
Oto składniki tradycyjnej sałatki jarzynowej. Nie podaję ilości, lecz proporcje. Każdy może zrobić ją w dowolnej ilości, ale ważne jest by smak sałatki był zrównoważony, nie za słodki (od marchwi), niezbyt gorzki (od selera) itd. Głównym składnikiem tej sałatki są ziemniaki i to ich ilość jest dla mnie wyznacznikiem ilości pozostałych:
- ziemniaki
- marchew (objętościowo najwyżej połowa ilości ziemniaków)
- korzeń pietruszki (objętościowo najwyżej połowa ilości ziemniaków)
- seler (ok. 1/4 ilości ziemniaków)
- jajka - na każdy ziemniak co najmniej jedno
- ogórki kiszone - na każdy ziemniak co najmniej jeden
- jabłko - tyle samo co selera
- sól, pieprz
- natka pietruszki, zielony szczypiorek (można dodać rukolę w przypadku braku pietruszki)
- majonez wg uznania (mniej więcej tyle łyżek ile ziemniaków)
wtorek, 11 marca 2014
Svabba - sprzątanie dobrze zorganizowane
![]() |
| Svabba - sprzątanie dobrze zorganizowane |
Kupiłam kiedyś książkę pt. "Svabba -sprzątanie". Svabba to szwedzkie słowo, więc chyba wiecie skąd ta książka. Lubię ją - jest bardzo estetyczna i w twardej oprawie, a nawet ma uszko, na którym można ją powiesić np. w kąciku gospodarczym :-).
Nadchodzi wiosna, a więc i czas wiosennych porządków. Myślę, że nazywa się je tak nie tylko dlatego, że budzimy się z zimowego snu, że robi się cieplej i zbliża się czas zmiany garderoby na lżejszą, ani także (tylko) dlatego, że wraz z wiosną nadchodzi czas Świąt Wielkiej Nocy, przed którymi po prostu trzeba umyć okna i wysprzątać całe mieszkanie. Mnie się "zbiera" na wiosenne porządki, ponieważ... nagle WIDZĘ kurz i brud. To słońce! Dni wyraźnie się wydłużają, ale słońce jeszcze nie wschodzi za wysoko i zwyczajnie zagląda w okna prześwietlając dom na wylot. I wtedy doskonale widać choćby kurz na drzwiach czy lodówce, a najmniejsze drobinki na podłodze wydają się dziwnie duże, taki rzucają cień. I kiedy tak przejdę się po mieszkaniu - doprawdy, sama nie wiem jak to się dzieje, że po chwili, uzbrojona w ścierkę i wiaderko z wodą - zaczynam szaleć. Nie, nie wpadam w szał, ani frustrację, ale niemal bezwiednie wędruję za promieniami słońca, które kolejno ukazują mi wszystko to, czego w dni krótkie i ponure wcale nie dostrzegałam :-) .
Pomyślałam sobie, że o tej porze roku, warto (znów) pochylić się nad techniką sprzątania. Oto kilka zdań, wskazówek i porad, które wpadły mi w oko podczas kartkowania owej książeczki:
niedziela, 2 marca 2014
Sałatka z tuńczykiem
Ile czasu potrzeba na ugotowanie jaj na twardo i ostudzenie ich? To aż nadto, by w trakcie spreparować sałatkę z tuńczykiem - delikatną, ale i wyrazistą w smaku. Puszka kukurydzy, puszka tuńczyka w sosie własnym, ogórki kiszone, rzeczone jaja na twardo, trochę pieprzu, koperku i ćwiartka cebuli, no i majonez. Ileż to roboty? To się robi samo!
Ale w kwestii cebuli mam pewną uwagę. Jeśli sałatka nie dokona żywota w ciągu kilkunastu kilkunastu godzin, lecz jest przewidziana na dwu-, trzydniowe leżakowanie w lodówce (zawsze!), to zalecałabym zastąpienie cebuli szczypiorkiem. Rozdrobniona cebula bowiem ma to do siebie, że po paru godzinach zaczyna nieprzyjemnie pachnieć (fermentuje?) zmieniając, pogarszając smak (każdej) sałatki.
Tak więc potrzebujemy niewielkiej deseczki (wygodniejsza plastikowa) do pokrojenia ogórków, cebuli lub szczypiorku (ja zawsze staram się mieć zapas szczypiorku w zamrażalniku: pokrojony, w szczelnym pudełeczku - na zawołanie), a na końcu jajek.
Puszka powinna być opisana jako tuńczyk w kawałkach w sosie własnym. Zaznaczam to dlatego, że sprzedawany jest także tuńczyk rozdrobniony, a ten nie bardzo się nadaje ze względu na papkowatą konsystencję. Nic strasznego się nie stanie jeśli pod ręką jest akurat tuńczyk w oleju. Wówczas należy dobrze go odsączyć, a do sałatki dodać mniej majonezu.
piątek, 21 lutego 2014
Top komentatorzy - dwa gadżety
Jeśli prowadzisz blog, na którym aktywność czytelników jest rzeczą istotną czy pożądaną, być może pragniesz mieć gadżet "Ranking komentatorów" pokazujący nicki najaktywniejszych komentatorów, ilość napisanych komentarzy oraz ich avatary (avatar to obrazek załączony do profilu. Warto go mieć, by być bardziej rozpoznawalnym na forach czy wśród komentujących), możesz skorzystać z kilku niezbędnych wskazówek oraz kodu HTML, by w mgnieniu oka cieszyć się nowym gadżetem. Wygląda on tak:
Ilość komentatorów na liście można ustalić wg własnego uznania. Moja lista składa się akurat z dziesięciu pozycji, ale ilość tę możesz zmienić w wierszu varvar maxTopCommenters =10; // , co zaznaczyłam na żółto. Zresztą wszystko, co znajdziesz w poniższych kodach i jest zaznaczone na żółto (bo mam jeszcze inny gadżet do zaproponowania), możesz zmienić wg potrzeb.
Z kolei ta część kodu, która jest oznaczona czerwoną czcionką oznacza, że w to miejsce koniecznie trzeba wstawić albo własny nick, albo adres swojego bloga. Celowo pozostawiam moje ustawienia w kodach, gdyż wydaje mi się to czytelniejsze. Widząc zaznaczone miejsca, po prostu dokonaj odpowiednich zmian.
Ilość komentatorów na liście można ustalić wg własnego uznania. Moja lista składa się akurat z dziesięciu pozycji, ale ilość tę możesz zmienić w wierszu varvar maxTopCommenters =10; // , co zaznaczyłam na żółto. Zresztą wszystko, co znajdziesz w poniższych kodach i jest zaznaczone na żółto (bo mam jeszcze inny gadżet do zaproponowania), możesz zmienić wg potrzeb.
Z kolei ta część kodu, która jest oznaczona czerwoną czcionką oznacza, że w to miejsce koniecznie trzeba wstawić albo własny nick, albo adres swojego bloga. Celowo pozostawiam moje ustawienia w kodach, gdyż wydaje mi się to czytelniejsze. Widząc zaznaczone miejsca, po prostu dokonaj odpowiednich zmian.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















