piątek, 2 maja 2014
Szaszłyk drobiowy z grilla
Szaszłyk z piersi indyka lub kurczaka ? Jak najbardziej!
Przygotowanie szaszłyków, porównując do karkówki, boczku czy kiełbasek z grilla, wymaga znacznie większego nakładu pracy i czasu i nie jednego, a kilku składników. Mięso na szaszłyk pewnie może być różnego rodzaju, ale my "praktykujemy" albo szynkę lub schab wieprzowy, albo piersi indyka/kurczaka. Do tego boczek świeży, cebula oraz przyprawy.
Co do mięsa drobiowego - owszem, jest delikatniejsze (zawiera więcej wody) i zdawać by się mogło, że nie bardzo nadaje się na ruszt. Zapewniam jednak, że można je zastosować z pełnym powodzeniem zamiast schabu czy karkówki. Aby zapobiec przedwczesnemu upieczeniu się mięsa drobiowego, po prostu kroję je na większe (grubsze) kawałki, natomiast boczek i cebulę na cienkie plasterki.
czwartek, 10 kwietnia 2014
Odmienić poduchę
Pewnie patrzysz z politowaniem na zdjęcie powyżej i zastanawiasz się - CO to ma być? Już mówię.
W zamierzeniu miała być to poducha do postawienia na podłodze, akurat. Na przykład przy drzwiach balkonowych, gdy zimą wiało. Co prawda miała nieco BARDZIEJ przypominać/sugerować torbę plażową, ale trudno - tak to bywa z prototypami - wyszła siata :-P Niemniej, a może właśnie dlatego, że wygląda jak wygląda - jak najbardziej sugeruje, że jej miejsce jest na podłodze.
Oj, nie ma sensu opisywać co dokładnie mnie natchnęło - stało się i już! Miałam niepotrzebną poduszkę, na której nikt nie chciał spać, a wyrzucić żal. Do tego natknęłam się na jakieś bluzeczki i wdzianka, na których nikt dotąd się nie poznał. Zestawione razem jako barwne plamy prezentowały się obiecująco, więc na hurra wzięłam się za krojenie i szycie, z projektem jedynie w myślach.
Tak więc powstała poszewka na poduszkę, nad której urodą niekoniecznie warto dyskutować, natomiast istnieje cień powodu tłumaczącego dzisiejszą o niej wzmiankę (pomijając fakt, że swoje zadanie stróżowania na podłodze pełniła znakomicie - nikomu nie przyszło do głowy pytanie: a czemu ta poduszka leży/stoi na podłodze??).
wtorek, 1 kwietnia 2014
Nadchodzi era autofryzjera
W dużym mieście przy ruchliwym rondzie automyjnia zawsze ma wzięcie. Kolejka zwykle nie jest długa, bo cała operacja mycia, spłukiwania i ewentualnego woskowania samochodu trwa nie dłużej niż 10-15 minut. I właśnie w takim miejscu, przy automyjni powstał autofryzjer. Nie, nie chodzi o postrzyżyny samochodu, lecz kierowcy. Oto w tym samym czasie, w którym ten rozstaje się ze swym pupilem, oczkiem w głowie - czasie koniecznym na przywrócenie mu właściwego blasku, a czasem i kolorytu, ów kierowca również ma szansę odświeżyć swą... koafiurę. W dziesięć minut? Każdy powie, że to niemożliwe, a jednak.
Strzyżenie przebiega w sposób automatyczny i dość oryginalny. Całe urządzenie to niewielka kabina wyposażona w wygodny fotel, wieszaczek na odzienie wierzchnie, dużą bańkę, w której mieści się owłosiona część głowy oraz programator służący do wyboru opcji fryzury. Opcji jest jak dotąd chyba cztery, ale programator jest przewidziany w niedalekiej przyszłości na kilkanaście fryzur. Miła kasjerka automyjni, gdy tylko wyraziłam swoje zainteresowanie owym ustrojstwem fryzjerskim, z chęcią i obszernie wyjawiła mi tajniki jego działania.
Dodatkowo, ponieważ obowiązuje oferta promocyjna i skorzystanie z autofryzjera jest możliwe za bagatela 12 zł bez 1 grosza (do 6 kwietnia włącznie), zdecydowałam się zaryzykować. A dlaczego? Nim opowiem na czym to wszystko polegało, wyjaśnię jeszcze, że kierowałam się następującymi przesłankami: przekonujący opis skutecznego działania, cena oraz wystarczająco odległy termin świąt (w razie czego - zakładałam - włosy jako tako odrosną). Wrażenia z tego przeżycia były dość osobliwe, ale wynikało to raczej z oryginalnej, niestosowanej dotąd techniki owego strzyżenia, a efekt okazał się więcej niż zadowalający. Poza tym, wg zapewnień (gwarancji!!) miłej kasjerki, operacja miała zamknąć się w czasie nie dłuższym, niż mój samochód zostanie obtarty z ostatniej kropli wody. Gdyby potrwało to, choćby o 61 sekund dłużej, opłata za usługę autofryzjera AUTOmatycznie spadłaby o 50%.
Strzyżenie przebiega w sposób automatyczny i dość oryginalny. Całe urządzenie to niewielka kabina wyposażona w wygodny fotel, wieszaczek na odzienie wierzchnie, dużą bańkę, w której mieści się owłosiona część głowy oraz programator służący do wyboru opcji fryzury. Opcji jest jak dotąd chyba cztery, ale programator jest przewidziany w niedalekiej przyszłości na kilkanaście fryzur. Miła kasjerka automyjni, gdy tylko wyraziłam swoje zainteresowanie owym ustrojstwem fryzjerskim, z chęcią i obszernie wyjawiła mi tajniki jego działania.
Dodatkowo, ponieważ obowiązuje oferta promocyjna i skorzystanie z autofryzjera jest możliwe za bagatela 12 zł bez 1 grosza (do 6 kwietnia włącznie), zdecydowałam się zaryzykować. A dlaczego? Nim opowiem na czym to wszystko polegało, wyjaśnię jeszcze, że kierowałam się następującymi przesłankami: przekonujący opis skutecznego działania, cena oraz wystarczająco odległy termin świąt (w razie czego - zakładałam - włosy jako tako odrosną). Wrażenia z tego przeżycia były dość osobliwe, ale wynikało to raczej z oryginalnej, niestosowanej dotąd techniki owego strzyżenia, a efekt okazał się więcej niż zadowalający. Poza tym, wg zapewnień (gwarancji!!) miłej kasjerki, operacja miała zamknąć się w czasie nie dłuższym, niż mój samochód zostanie obtarty z ostatniej kropli wody. Gdyby potrwało to, choćby o 61 sekund dłużej, opłata za usługę autofryzjera AUTOmatycznie spadłaby o 50%.
poniedziałek, 24 marca 2014
Boczek duszony i ten sos!
Co powiesz na choćby namiastkę, ale jakże smakowitą, wędliny domowej roboty? No, to też niezupełnie wędlina (bo ze świeżego boczku - duszonego, nie wędzonego) - jak zwał tak zwał - obkład do chleba własnej roboty, którego produktem ubocznym jest doskonały sos na obiad. W tym wypadku, obiad będzie raczej daniem bezmięsnym, ale smak i aromat sosu wynagradza tę "niedogodność". Za to na śniadanie czy kolację - okład do chleba: rolada z duszonego boczku. Mniam!
Przepis łatwy i szybki w realizacji dedykuję wyłącznie tym, którzy 1/ nie boją się odrobiny(!) tłuszczu, 2/ stosują dietę Kwaśniewskiego ("smalec gęsi wypij duszkiem") lub 3/ zechcą spróbować czegoś dobrego. W końcu coś takiego robię raz w roku, ale sosu wystarcza na 3 dni.
Do przygotowania owego specjału potrzebny jest boczek świeży i piękny, znaczy się chudy, mięsny. Oraz przyprawy, cebula i woda, no i trochę tłuszczu do obsmażenia.
Sposób przygotowania rolady z boczku świeżego (oraz sosu):
czwartek, 20 marca 2014
Sprzątanie - często, czasami i zawsze
Sprzątanie nie wydaje się aż takim okropnym zajęciem, gdy mamy świadomość, że nie wszystkie domowe sprzęty i zakamarki wymagają każdorazowego pucowania, mycia, odkurzania, dezynfekowania i czego tam jeszcze. Owszem, pewne miejsca muszą być stale utrzymywane w czystości i porządku (np. kuchenny blat), ale wiele miejsc w naszym domu wystarczy ogarnąć raz w tygodniu albo jeszcze rzadziej. Dziś, nadal inspirowana treścią książki "Svabba - sprzątanie", postaram się ująć temat sprzątania (miejscowego) w wymiarze czasowym (częstotliwości).
Zasada "Zawsze lepiej sprzątać po trochu i często, niż dużo i rzadko" brzmi dość przyjaźnie, prawda? Gdyby jeszcze zwrócić uwagę na taką prawidłowość, że świeże plamy, zabrudzenia usuwa się szybciej niż niż stare, zaschnięte, to znów zrobimy krok do przodu. Na przykład kuchenka - gdy coś wykipi, chlapnie, zatłuści - szybciej usuniesz zabrudzenia "za świeżego prawa", od razu, póki płyta jest jeszcze ciepła. Plama z obrusu czy odzieży szybko zamoczona, choćby w wodzie, niejednokrotnie zejdzie od razu. Wiele zadań można wykonać szybko, jeśli zostaną ogarnięte... na bieżąco.
Sprzątanie można ułatwić sobie, gdy podzielimy je na trzy kategorie: zawsze, często i czasami. Brzmi to całkiem zachęcająco, ponieważ oznacza, że nie wszystkim trzeba zajmować się za każdym razem.
poniedziałek, 17 marca 2014
Tradycyjna sałatka jarzynowa
Przygotowanie tradycyjnej sałatki jarzynowej wymaga więcej składników (a więc i krojenia), niż dotychczas zaprezentowane, które przygotowuję naprzemiennie od czasu do czasu. Niemniej w końcu nadchodzi taki moment, gdy czuję, że bez tradycyjnej sałatki jarzynowej (na bazie włoszczyzny) po prostu dłużej się nie obejdzie. To bardzo sprzyjająca okoliczność, owo niezachwiane przekonanie i determinacja, gdyż w takich chwilach poświęcony czas i wysiłek w ogóle się nie liczą. Ba, wówczas można się przekonać, że bardziej paraliżująca była myśl o gotowaniu tych wszystkich warzyw (zapaszek), studzeniu, krojeniu i doprawianiu. W gruncie rzeczy to nic takiego, owszem, trochę dłużej trwa, ale przecież można się zorganizować :-) .
A więc do dzieła!
Oto składniki tradycyjnej sałatki jarzynowej. Nie podaję ilości, lecz proporcje. Każdy może zrobić ją w dowolnej ilości, ale ważne jest by smak sałatki był zrównoważony, nie za słodki (od marchwi), niezbyt gorzki (od selera) itd. Głównym składnikiem tej sałatki są ziemniaki i to ich ilość jest dla mnie wyznacznikiem ilości pozostałych:
- ziemniaki
- marchew (objętościowo najwyżej połowa ilości ziemniaków)
- korzeń pietruszki (objętościowo najwyżej połowa ilości ziemniaków)
- seler (ok. 1/4 ilości ziemniaków)
- jajka - na każdy ziemniak co najmniej jedno
- ogórki kiszone - na każdy ziemniak co najmniej jeden
- jabłko - tyle samo co selera
- sól, pieprz
- natka pietruszki, zielony szczypiorek (można dodać rukolę w przypadku braku pietruszki)
- majonez wg uznania (mniej więcej tyle łyżek ile ziemniaków)
wtorek, 11 marca 2014
Svabba - sprzątanie dobrze zorganizowane
![]() |
| Svabba - sprzątanie dobrze zorganizowane |
Kupiłam kiedyś książkę pt. "Svabba -sprzątanie". Svabba to szwedzkie słowo, więc chyba wiecie skąd ta książka. Lubię ją - jest bardzo estetyczna i w twardej oprawie, a nawet ma uszko, na którym można ją powiesić np. w kąciku gospodarczym :-).
Nadchodzi wiosna, a więc i czas wiosennych porządków. Myślę, że nazywa się je tak nie tylko dlatego, że budzimy się z zimowego snu, że robi się cieplej i zbliża się czas zmiany garderoby na lżejszą, ani także (tylko) dlatego, że wraz z wiosną nadchodzi czas Świąt Wielkiej Nocy, przed którymi po prostu trzeba umyć okna i wysprzątać całe mieszkanie. Mnie się "zbiera" na wiosenne porządki, ponieważ... nagle WIDZĘ kurz i brud. To słońce! Dni wyraźnie się wydłużają, ale słońce jeszcze nie wschodzi za wysoko i zwyczajnie zagląda w okna prześwietlając dom na wylot. I wtedy doskonale widać choćby kurz na drzwiach czy lodówce, a najmniejsze drobinki na podłodze wydają się dziwnie duże, taki rzucają cień. I kiedy tak przejdę się po mieszkaniu - doprawdy, sama nie wiem jak to się dzieje, że po chwili, uzbrojona w ścierkę i wiaderko z wodą - zaczynam szaleć. Nie, nie wpadam w szał, ani frustrację, ale niemal bezwiednie wędruję za promieniami słońca, które kolejno ukazują mi wszystko to, czego w dni krótkie i ponure wcale nie dostrzegałam :-) .
Pomyślałam sobie, że o tej porze roku, warto (znów) pochylić się nad techniką sprzątania. Oto kilka zdań, wskazówek i porad, które wpadły mi w oko podczas kartkowania owej książeczki:
niedziela, 2 marca 2014
Sałatka z tuńczykiem
Ile czasu potrzeba na ugotowanie jaj na twardo i ostudzenie ich? To aż nadto, by w trakcie spreparować sałatkę z tuńczykiem - delikatną, ale i wyrazistą w smaku. Puszka kukurydzy, puszka tuńczyka w sosie własnym, ogórki kiszone, rzeczone jaja na twardo, trochę pieprzu, koperku i ćwiartka cebuli, no i majonez. Ileż to roboty? To się robi samo!
Ale w kwestii cebuli mam pewną uwagę. Jeśli sałatka nie dokona żywota w ciągu kilkunastu kilkunastu godzin, lecz jest przewidziana na dwu-, trzydniowe leżakowanie w lodówce (zawsze!), to zalecałabym zastąpienie cebuli szczypiorkiem. Rozdrobniona cebula bowiem ma to do siebie, że po paru godzinach zaczyna nieprzyjemnie pachnieć (fermentuje?) zmieniając, pogarszając smak (każdej) sałatki.
Tak więc potrzebujemy niewielkiej deseczki (wygodniejsza plastikowa) do pokrojenia ogórków, cebuli lub szczypiorku (ja zawsze staram się mieć zapas szczypiorku w zamrażalniku: pokrojony, w szczelnym pudełeczku - na zawołanie), a na końcu jajek.
Puszka powinna być opisana jako tuńczyk w kawałkach w sosie własnym. Zaznaczam to dlatego, że sprzedawany jest także tuńczyk rozdrobniony, a ten nie bardzo się nadaje ze względu na papkowatą konsystencję. Nic strasznego się nie stanie jeśli pod ręką jest akurat tuńczyk w oleju. Wówczas należy dobrze go odsączyć, a do sałatki dodać mniej majonezu.
piątek, 21 lutego 2014
Top komentatorzy - dwa gadżety
Jeśli prowadzisz blog, na którym aktywność czytelników jest rzeczą istotną czy pożądaną, być może pragniesz mieć gadżet "Ranking komentatorów" pokazujący nicki najaktywniejszych komentatorów, ilość napisanych komentarzy oraz ich avatary (avatar to obrazek załączony do profilu. Warto go mieć, by być bardziej rozpoznawalnym na forach czy wśród komentujących), możesz skorzystać z kilku niezbędnych wskazówek oraz kodu HTML, by w mgnieniu oka cieszyć się nowym gadżetem. Wygląda on tak:
Ilość komentatorów na liście można ustalić wg własnego uznania. Moja lista składa się akurat z dziesięciu pozycji, ale ilość tę możesz zmienić w wierszu varvar maxTopCommenters =10; // , co zaznaczyłam na żółto. Zresztą wszystko, co znajdziesz w poniższych kodach i jest zaznaczone na żółto (bo mam jeszcze inny gadżet do zaproponowania), możesz zmienić wg potrzeb.
Z kolei ta część kodu, która jest oznaczona czerwoną czcionką oznacza, że w to miejsce koniecznie trzeba wstawić albo własny nick, albo adres swojego bloga. Celowo pozostawiam moje ustawienia w kodach, gdyż wydaje mi się to czytelniejsze. Widząc zaznaczone miejsca, po prostu dokonaj odpowiednich zmian.
Ilość komentatorów na liście można ustalić wg własnego uznania. Moja lista składa się akurat z dziesięciu pozycji, ale ilość tę możesz zmienić w wierszu varvar maxTopCommenters =10; // , co zaznaczyłam na żółto. Zresztą wszystko, co znajdziesz w poniższych kodach i jest zaznaczone na żółto (bo mam jeszcze inny gadżet do zaproponowania), możesz zmienić wg potrzeb.
Z kolei ta część kodu, która jest oznaczona czerwoną czcionką oznacza, że w to miejsce koniecznie trzeba wstawić albo własny nick, albo adres swojego bloga. Celowo pozostawiam moje ustawienia w kodach, gdyż wydaje mi się to czytelniejsze. Widząc zaznaczone miejsca, po prostu dokonaj odpowiednich zmian.
piątek, 14 lutego 2014
Ważki obrazek z recyklingu
Wybór ozdób, którymi chciałabym się otoczyć nie jest sprawą łatwą. Ba, jest zajęciem żmudnym i dość frustrującym. Nastawiłam się na obrazki na ścianach jako najmniej kłopotliwe w utrzymaniu czystości (nie przepadam za przestawianiem i pucowaniem drobiazgów). Przejrzałam zatem mnóstwo stron sklepów internetowych, które oferują mnóstwo reprodukcji, zdjęć i plakatów. Koszt od kilkunastu do kilkuset złotych. Najgorsze było to, że nic nie spodobało mi się na tyle, bym miała pewność, że rychło mi się nie znudzi. A jeśli nawet - a to rozmiar, cena, kolorystyka, temat, tło czy jakiś szczegół - zawsze coś nie pasowało. Czułam się wielce zawiedziona (przecież dziś można kupic wszystko!!?), gdyż nawet mój ulubiony szwedzki sklep od dawna nie ma nic ciekawego do zaoferowania, ani pod względem obrazków, ani tkanin. Nie chcę czarno-białych fotografii, smętnych rysunków, portretów, widoków miast, kiczowatych plakatów i byle jakich bohomazów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







