czwartek, 10 stycznia 2013

Parówki w sosie pomidorowym



Ziemniaki puree i sos pomidorowy z cienkimi parówkami, to taki niezobowiązujący obiad na szybko. Oczywiście, nie da się go przygotować w 15 minut, bo same ziemniaki gotują się pół godziny od momentu zawrzenia wody, ale to już całkiem realny czas na przygotowanie reszty - sosu i parówek.
Na wypadek, gdyby nie chciało Ci się czytać dalej o tak pospolitym daniu, wspomnę przynajmniej o parówkach. Możesz się obruszyć - przecież to "podły" wyrób i nie powinno się ich jeść. Hm, a co jest idealne? Poza tym, od czasu do czasu, chyba każdy ma ochotę na hot-doga lub parówki na obiad, a przynajmniej tak "mają" moi domownicy. Przyrządzam je więc najlepiej jak się da(!?).
Najważniejsza sprawa, to kupić w miarę dobre parówki (ranking parówek), a przynajmniej nie przepłacać. Nam najbardziej smakują akurat niedawno odkryte parówki wieprzowe Culineo ("Morliny") z Biedronki. Dobroć parówki można poznać organoleptycznie na dwa sposoby: jak smakuje na surowo i co wydziela w czasie podgrzewania, o czytaniu etykiety nie wspominając.

Parówkę, nawet tę do hot-doga (u nas przyrządzanego w mikrofalówce) należy podgrzać (po uprzednim zdjęciu osłonki!) w wodzie, a wywar... wylać. Wywar po gotowaniu parówek jest przede wszystkim słony, ma specyficzny smak, który raczej do niczego nie pasuje, no i zawiera te wszystkie tłuszczydła oraz różne E, które są "be". Zaznaczam to na wypadek, gdyby komuś przyszedł do głowy pomysł wykorzystania tegoż wywaru do zrobienia (spaskudzenia) sosu czy zupy. Natomiast parówka grzana w mikrofalówce będzie miała znacznie gorszy (chemiczny?) smak, gdyż nie "uwolni" tego, czym ewentualnie ja naszprycowano, a co rozpuściłoby się w wodzie. Z pewnością jednak zatrzyma w sobie większość tłuszczu.
Tak więc, po ugotowaniu otrzymujemy całkiem smaczny produkt w postaci cienkiej kiełbaski, którą można zaserwować na kilka sposobów.
Parówki, które przygotowuję do podania w sosie, najpierw kroję na małe kawałki (tzw. na "raz"), ułatwiając jeszcze pozbycie się zbędnych dodatków w czasie krótkiego gotowania na małym ogniu.
Wodę odlewam z zasady, chociaż nie zauważyłam, żeby wywar robił się tłusty, co tym bardziej dobrze świadczy o tych parówkach (obym nie przechwaliła, bo je zepsują!).
Do tego dania przyda się ugotować dużo ziemniaków, co najmniej o 25% więcej niż zwykle (założę się, że "zejdą" i może być jeszcze mało. Kto nie lubi ziemniaków z dużą ilością dobrego sosu??). Po ugotowaniu chwilę je odparowuję, a następnie dodaję trochę mleka i rozgniatam praską w kształcie koła z wieloma dziurkami na trzonku (podobno jest to praska do sera, ale zawsze używam jej do rozgniatania ziemniaków).
Tak więc w czasie, gdy gotują się ziemniaki pozostaje zrobienie sosu pomidorowego w odpowiedniej ilości - średnio 150 ml na osobę. U mnie jakoś te miary nie działają - ile bym nie zrobiła, to zawsze jakby za mało :-). A gdyby nawet miało co nieco zostać na drugi dzień, to czemu nie? Chętnych nie brakuje.
Sos robię w garnku o pojemności 1,5 litra (średnica 16 cm). Wygodnie jest robić sos w garnku o co najmniej dwukrotnie większej pojemności niż ilość sosu, którą chcemy otrzymać (sos trzeba mieszać, a początkowo jest rzadki i lubi prysnąć). Do mieszania zawsze używam drewnianej łyżki, która lepiej przylega do dna garnka i ma dłuższy trzonek, a przede wszystkim jest cicha - nie znoszę dźwięku skrobania metalowymi sztućcami.
Najpierw nalewam ok. łyżki oleju, zaraz potem dodaję ok. dwie czubate łyżki np. Ramy; gdy tylko tłuszcz się rozpuści (na małym ogniu), dodaję tę samą objętość mąki i szybko i dokładnie mieszam z roztopioną margaryną. Powstaje dość gęsty "krem", który teraz trzeba rozprowadzić w płynie. Nalewam trochę wody z kranu (na oko 3/4 szklanki i cały czas mieszam podgrzewając na małym ogniu. Tworzy się coraz bardziej jednorodna masa, która jednak szybko gęstnieje. Wrzucam kostkę rosołową (drobiową) oraz 2-3 łyżeczki rozdrobnionych suszonych warzyw. Dodaję znowu kolejną porcję wody i znów mieszam, obserwując jak sos gęstnieje. Dopóki odpowiednio rozrzedzona baza sosu się nie zagotuje, dopóty ma tendencję do przywierania do dna i tworzenia grudek. Dlatego minimum cierpliwości bardzo się opłaci. Czynność dolewania płynu (może to być, oczywiście, wywar z włoszczyzny czy rosół) powtarzam tak długo, aż otrzymam (niemal!) odpowiednią ilość sosu należytej gęstości (powinien jednak być raczej rzadszy, niż zbyt gęsty, gdyż zawarta w nim mąka dalej będzie pęcznieć. Ostatecznie woda jeszcze odparuje, po co więc narażać się na przypalenie?). Gdy sos w końcu się zagotuje, należy go utrzymać w stanie lekkiego wrzenia jeszcze ze 3-4 minutki (mąka musi się dobrze przegotować) i, przynajmniej od czasu do czasu, zamieszać. W tym czasie należy rozprowadzić przecier pomidorowy (kilka łyżeczek) z niewielką ilością dość gorącej przegotowanej wody. Rozrzedzenie przecieru w ciepłym płynie sprzyja łatwemu połączeniu go z sosem bazą - niemal od razu widać, czy sos osiągnął właściwy kolor (spróbować też nie zawadzi). W razie czego można dodać jeszcze trochę rozrzedzonego przecieru lub, jeśli sos wyszedł zbyt ostry/kwaśny/przepomidorowany(?!), dolać nieco mleka lub śmietanki. Na koniec dodaję jeszcze małą łyżeczkę suszonej/mrożonej pietruszki i koperku, które po chwili mieszania rozejdą się niemal bez śladu (te mikrokropeczki na zdjęciu to właśnie pietruszka i koperek!).
Kiedy sos jest gotowy, dodaję do niego oddzielnie ugotowane parówki i odstawiam na kilka minut. W tym czasie sprzątam niepotrzebne już sprzęty i przyprawy, cedzę ziemniaki, nakrywam do stołu, duszę ziemniaki, wołam na obiad, nakładam na talerze spore porcje puree, zalewam dużą ilością sosu z parówkami i życzę "smacznego". Kto nie przyjdzie na czas, może odgrzać swoją porcję w mikrofalówce i też będzie OK.
Postną wersją tego dania jest zaserwowanie jajek na twardo zamiast parówek. Nam smakują jajka wcześniej ugotowane (czyli już zimne), pokrojone na cząstki i zalane gorącym sosem, który może być także chrzanowy lub musztardowy, o czym pisałam wcześniej.

Tego typu dania pojawiają się w moim domu mniej więcej ok. 16 razy rocznie, powiedzmy pół na pół (raz jajka gotowane na twardo, a raz parówki). 

sos pomidorowy, dobre parówki, parówki z Biedronki, szybkie gotowanie, ziemniaki z sosem, jak gotować parówki, ziemniaki puree, parówkę grzać w mikrofalówce


14 komentarzy:

  1. Tak mnie zainspirowałaś, że jak tylko przeczytałam tego posta, wróciłam do domu i zrobiłam podobne parówki; przyznaję, że robiłam je inaczej niż Twoje (bo robiłam tak, jak moja mama), ale i na Twój przepis się skuszę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy owak, szybki smaczny obiad. Od czasu do czasu mam na niego wielką ochotę :-).
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. bleee
    blog kulinarny to to nie jest - mąka+rama+kostka rosołowa+parówki=sama dobroć i zdrowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że to nie jest blog kulinarny. Wyraźnie to zapowiedziałam (poczytaj na stronie "Rok Obiadowy"}.
      Nikogo nie zachęcam do naśladowania - przeciwnie, polecam własnoręcznie zarżnąć, oskubać i wypatroszyć kurę oraz zebrać warzywka z osobiście uprawianej działki (byle nie była za blisko drogi, bo też będzie bleee), w celu pozyskania wywaru do sosu czy zupy...
      Tego typu komentarze więcej nie będą publikowane, gdyż z wcześniej omówionych powodów, są nie na temat :-). Pozdrawiam

      Usuń
  3. Hehe komentarz wyzej,dosc smieszny.
    Ja robię podobne parowki tylko z makaronem ;-)
    Moja mama zawsze robila jak bylam mała,moje ulubione danie na szybko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie. Doprawdy, też nie widzę nic złego w szybkim zrobieniu obiadu z wykorzystaniem kostki rosołowej , mąki itd. Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  4. Fajnie,fajnie,fajnie!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super Miałam nadmiar parówek do wykorzystania i wyszło pysznie sosik fajniutki puszysty wyszedł :) Smak dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypomniałaś mi to danie, podawali je nam kupę lat temu jak chodziłam do przedszkola :D Teraz je odtworzyłam i bardzo nam z mężem posmakowało. Zmodyfikowałam jednak sos i zrobiłam zupełnie po swojemu, bez tłuszczu. Pychotka, z pewnością to danie będzie gościło u nas częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, prawda? Smaki z dzieciństwa, o ile kojarzą się pozytywnie, smakują i później. Można danie nieco zmodyfikować, ale i tak wspomina się pierwowzór (smak dania i okoliczności, dzieciństwo.... i robi się tak jakoś bezpieczniej, swojsko). Dziękuję, pozdrawiam i przepraszam, że nie odpowiedziałam na wszystkie Wasze komentarze :-)

      Usuń
  7. mocno nieczytelnie napisane, nie chce mi się czytać ale chce mi się jeść.. może by poprawić jakoś opisu? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super przepis. Dzięki! Pamiętam jak w przedszkolu mi to serwowali i zawsze o repetę prosiłem. Dziś sam spróbowałem zrobić i co prawda smak nie ten sam ale i tak przepyszne. Osobiście gotowalem wg przepisu ale z uzyciem masła nie Ramy, dodałem też puszkę pomidorów a parowki po ugotowaniu podsmazylem z cebulką pokrojoną w kostkę. I tak jak pisałaś - zrobiłem za mało haha
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobre dobre :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń