Po południu Wielką Sobotę domowy rozgardiasz powoli przycicha, co miało być, to już posprzątane (co najwyżej zostały kosmetycznie niedobitki), co miało się upiec, to już stygnie, albo ewentualnie jeszcze dochodzi w piecu... No i te zapachy! Pachnie ciastem i świątecznymi potrawami, poza tym, niezależnie od pogody i tak czuć wiosnę. Wszystko budzi się do życia, wbrew wszelkim kaprysom pogody. I my też. Po zimowym wyciszeniu, znów czujemy przypływ świeżych sił, chęci do działania.
Do świąt jeszcze parę dni, ale właśnie teraz nadeszła pora, by zacząć się ruszać i zrzucać nagromadzony tłuszczyk, który pomagał nam przetrwać zimne, ciemne, często ponure i krótkie dni. Ja już rozpoczęłam sezon treningowy - korzystając z ładnej pogody... umyłam dwa okna, zdjęłam, uprałam, wyprasowałam i powiesiłam firanki, przetrząsnęłam i uporządkowałam szafę, słowem - zaczęłam działać na szybszych obrotach. W tym tygodniu załatwię wszystkie większe wiosenne porządki, by w przyszłym zebrać się do kulinarnych przygotowań.
Może to ciut za wcześnie, ale dziś napiszę o koszyczku wielkanocnym, co powinno w nim się znaleźć, by zadośćuczynić tradycji i móc symbolicznie poświęcić wszystkie świąteczne potrawy.








